Dobrze być ojcem
Wrzesień 11, 2016
Klękajcie narody, Polak nadchodzi!
Wrzesień 29, 2016

Wolny jak ptak

Wolność. Słowo od wieków używane we wszystkich kulturach i wszystkich językach, odmieniane przez wszystkie możliwe przypadki. Wolności się pragnie, wolności się pożąda, o wolność się walczy. Wolność to najwyższa z wartości. Przywilej każdego człowieka.

Uosobieniem wolności w polskiej muzyce był Ryszard Riedel. Kolorowy ptak, prawdziwy hippis, marzyciel, artysta i jednocześnie jedna z najtragiczniejszych postaci polskiej sceny muzycznej. Obdarzony wyjątkowym talentem wokalnym, miał też niezwykłą zdolność do pakowania się w kłopoty. Od dziecka sprawiał trudności wychowawcze, podążał swoimi ścieżkami i szukał przede wszystkim owej mitycznej wolności. Znalazł ją w muzyce i niestety też w używkach. Szybko zasmakował nie tylko w alkoholu i tytoniu, ale i w narkotykach. To, co początkowo wydawało się niewinną słabością, sposobem na chociaż chwilową łączność ze światem „wolnych”, z czasem doprowadziło go do śmierci. Śmierci poprzedzonej cierpieniem jego i jego bliskich, którzy musieli obserwować powolny upadek kolorowego ptaka.

Jednak niemal do samego końca Riedel był aktywnym muzykiem i wokalistą. Z grupą Dżem nagrywał kolejne płyty, koncertował (choć nie raz zdarzało mu się na koncert nie dotrzeć) i cały czas postulował, by każdy miał prawo do wolności. Wolność była dla niego jedną z najwyższych wartości – dawał temu wyraz nie tylko swoim życiem (znaczonym różnymi mniej i bardziej poważnymi wybrykami), ale też twórczością. Przypomnijmy choćby doskonale znane wszystkim utwory jak „Whisky” czy „Wehikuł czasu”. Jednak to dopiero pod koniec życia artysty, w 1991 roku Riedel i Dżem stworzyli prawdopodobnie swoją najlepszą płytę w historii – „Detox”. Był to album doskonały pod względem muzycznym, ale na pierwszy plan wysuwają się zdecydowanie teksty, dzięki którym możemy stwierdzić, że mamy do czynienia z albumem koncepcyjnym. Riedel opowiada historię człowieka spętanego, wykolejonego, próbującego uciec ze zgubnego kursu, jaki obrało jego życie, a ostatecznie lądującego za kratkami. Więzienie jest tutaj też rozumiane metaforycznie – jako kraty nałogu. To swego rodzaju muzyczna spowiedź artysty, opowieść o samotności i pragnieniu wolności.

riedel

Album pełen jest przebojów, które zespół wykonuje na koncertach do tej pory, w dodatku kompozycje są bardzo umiejętnie rozłożone. Napięcie jest odpowiednio stopniowane, a utwory dołujące konfrontowane są jeśli nie optymistycznymi, to przynajmniej napawającymi nadzieją. Największą uwagę zwracają przejmujący „Jak malowany ptak” i „Detox” – zapis zmagań Riedla z uzależnieniem oraz utwory flagowe, kanon Dżemu do dziś: „Sen o Victorii” i „List do M.”. „Sen o Victorii” można traktować jako nierealną utopię, marzenia podstarzałego hippisa – coś o podobnym wydźwięku jak „Imagine” Johna Lennona. Jednak to właśnie ten utwór najlepiej oddaje marzenia Riedla o wolności i o zwycięstwie dobra.

Wolności pragnie też Zygfryd Kapela, bohater najnowszej książki Włodzimierza Nowaka pt. „Niemiec. Wszystkie ucieczki Zygfryda”. Książki, którą ciężko jednoznacznie zaklasyfikować. Z jednej strony mamy Włodzimierz Nowaka – wybitnego dziennikarza i reportażystę, a z drugiej historię, którą opowiada. A opowiada ją w sposób brawurowy, który niejednokrotnie pozwala zapomnieć, że czytamy reportaż. Wartka akcja, fabuła, która mogłaby być kanwą niejednego filmu sensacyjnego – to wszystko wciąga w nieprawdopodobny sposób. Dopiero odautorskie wtręty i fragmenty korespondencji mailowej z Kapelą przypominają nam, że mamy do czynienia z gatunkiem non-fiction.

Dlaczego jednak Nowak zdecydował się pisać o Kapeli? Bo historia Zygfryda to zbieg iście nieprawdopodobnych wydarzeń. Już jego pochodzenie jest kontrowersyjne. Urodzony tuż po II wojnie światowej, w polsko-niemieckiej rodzinie, w której ojciec pilnował, by matka-Niemka nie zdradzała się zbytnio ze swym pochodzeniem. Zygfryd jednak podskórnie czuł, że nie jest tym, za kogo wszyscy chcą go uważać. Od dziecka czuł wyjątkową więź z babcią Niemką i właśnie jej kraj wybrał jako swoje wymarzone miejsce do życia. I temu podporządkował w zasadzie wszystko. Każda aktywność jaką podejmował, w domyśle miała służyć jego ucieczce do Niemiec Zachodnich. Ziemi Obiecanej, w której miał wieść szczęśliwy i długi żywot, wolny od trosk trapiących mieszkańców „mlekiem i miodem płynącej” Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.

Nawet idąc na ochotnika do Ludowego Wojska Polskiego, Kapela nie miał złudzeń. Zrobił to, bo uważał, że w ten sposób przybliży się do wyjazdu do RFN. I choć kilka razy był naprawdę blisko celu, to za każdym razem na przeszkodzie stawała mu jakaś drobnostka. PRL bezlitośnie tłumił jego marzenie o wolności, każąc mu żyć według jasno wyznaczonych ram i nie wychylać się przed szereg. To z kolei powodowało permanentny bunt obywatela Kapeli.

141111niemiecwlodzimierznowak1Zygfryd to postać trudna do zaklasyfikowania. Nie wiadomo do końca czy to Polak, czy Niemiec, czy bohater czy zdrajca. Niejednokrotnie ma się wrażenie, że to postać wyjęta jakby wprost z prozy Bohumila Hrabala – szalona, lekko absurdalna. Polak zaangażowany w Solidarność, który kilka lat później wiedzie już szczęśliwy żywot niemieckiego emeryta. Nic tu nie jest oczywiste, nic nie układa się tak, jak układają się losy przeciętnego człowieka. Całe jego życie ma jedną dominantę – wolność, która w mniemaniu Zygfryda ma postać życia w Niemczech Zachodnich.

Choć książka Nowaka to tak naprawdę opowieść o zawiłych losach jednostki, to jednocześnie, jakby trochę pokątnie, autor przemyca obraz tamtych czasów. Pokazuje mechanizmy działania władzy ludowej, jej sposoby na zniszczenie komuś życia. To też opowieść o nas, o Polakach, o naszej mentalności, historii, niejednoznacznych wyborach, jakich niejednokrotnie musieliśmy dokonywać. Wśród tych Polaków i w tej rzeczywistości Zygfryd nie potrafił się odnaleźć. A gdy myślał przez chwilę, że wreszcie robi coś, co jest potrzebne innym i co odciągnęło go od myślach o ucieczce do Niemiec, brutalna rzeczywistość stanu wojennego szybko zweryfikowała jego plany.

Riedla i Kapelę łączyło coś więcej niż nieustanne pragnienie wolności. Obaj mieli też niemieckie korzenie. I o ile Riedel nigdy do wyjazdu z kraju się nie palił, to jego rodzice i owszem. Gdy tylko mieli taką możliwość, korzystając z rodzinnych konotacji, wyjechali na początku lat 80. do RFN, gdzie zamieszkali na stałe. Kapeli przez wiele lat pozostawało tylko marzenie o takim życiu, a do Niemiec trafił wtedy, gdy już teoretycznie i w Polsce mógł realizować swój sen o wolności.

Jak trafnie zauważył na okładce „Niemca” Mariusz Szczygieł: „Ucieczka jest niemożliwa(…). Nigdy nie uciekniemy od niczego. Przykro to przyjąć do wiadomości, ale nie ma rady”. I to jest prawda, której nie jest w stanie przeskoczyć prawdopodobnie nikt z nas. Nie da się uciec od tego co nieuniknione. Przeczuwał to Riedel, wiedział to też Kapela. Ale zawsze można marzyć, słuchając np. „Snu o Victorii”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *