Wolny jak ptak
Wrzesień 18, 2016
Nie wierzę w życie pozamuzyczne
Październik 1, 2016

Klękajcie narody, Polak nadchodzi!

Historia ludzkości to tak naprawdę historia wędrówki. Od wieków ludzie przemieszczali się, szukając dogodnego miejsca do życia,  tworząc nowe miasta, państwa, cywilizacje. Wielka wędrówka ludów trwa nadal – miliony mieszkańców Ziemi migrują w poszukiwaniu pracy, prywatnego szczęścia czy uciekając przed wojnami i kataklizmami.

Jednym z narodów, który ma szczególnie bogatą historię emigracji jesteśmy my – Polacy. Lata zaborów, wojen, powstań i okupacji sprawiły, że od XIX w. niemalże każde pokolenie było naznaczone piętnem emigracji. Nie inaczej jest i współcześnie. Choć nie musimy już uciekać przed represjami zaborców, okupantów czy Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, to wielu rodaków wybiera życie czy to w Niemczech, czy to w Skandynawii, czy wreszcie w Wielkiej Brytanii. Rozmaite relacje dowodzą, że nigdy nie jest to wybór prosty, życie na obczyźnie też zazwyczaj nie należy do najprostszych, zwłaszcza na początku.

Wśród współczesnych polskich twórców kultury także możemy znaleźć osoby, które były lub są emigrantami i które postanowiły podzielić się swoimi doświadczeniami z odbiorcami. W moje ręce wpadła ostatnio najnowsza książka Magdaleny Parys – „Biała Rika”. Parys od wielu lat mieszka w Niemczech, dokąd wyemigrowała z rodziną jako nastolatka.

Parys_Biala_Rika„Biała Rika” to powieść oparta na faktach, łącząca prozę z prawdziwym życiem pisarki. Podobnie jak w opisywanym ostatnio „Niemcu”, mamy tu do czynienia z historią związku polsko-niemieckiego, zawartego podczas II wojny światowej. Rikę i Karola (robotnika przymusowego z Polski) połączyła miłość, która jest silniejsza od pożogi trawiącej Europę. Ich skomplikowane życie łączy się z historią autorki – jej ojczymem został ich syn, a ona razem z matką zamieszkała w Szczecinie, do którego Rika i Karol trafili po wojnie.

W swojej prozie Parys opowiada nie tylko zawiłą historię swojej rodziny, ale pokazuje przede wszystkim, co emigracja często robi z życiem – prowadzi do wyobcowania, poczucia osamotnienia i niedopasowania. Problemem jest nawiązanie dobrych relacji społecznych z rówieśnikami czy sąsiadami, niejednokrotnie z traumy emigracji wychodzi się kilka lat. Co istotne, widzimy, że jest to problem, który się powtarza. Trudności z asymilacją w Polsce babci Riki (pod koniec wojny musiała udawać niemowę, żeby nie zdradzić się z nieznajomością polskiego) to podobne problemy jakie autorka napotyka w Niemczech po przeprowadzce tam w latach 80. Mimo to, książka jest ciepła, pozytywna i nastrajająca optymistycznie. Za to należy się Magdalenie Parys duży plus.

Trochę łatwiej miał na emigracji Czesław Mozil – wcześniej wyjechał z Polski, szybciej mógł się asymilować w gronie rówieśników (choć i tak na początku pobytu w Danii jego głównymi towarzyszami były dzieci innych emigrantów). Jego wydana dwa lata temu płyta – „Księga Emigrantów, tom I” to początek trylogii emigranckiej, w której Mozil zamierza przedstawić problemy, historie i anegdoty z życia tułacza.

Za inspirację posłużyły mu nie tylko własne przeżycia, ale też napis na murze w Edynburgu, który głosił: „Nie wybaczę Ci Polsko”. To skłoniło Mozila do zastanowienia się nie tylko nad swoimi wspomnieniami, ale też nad szerszym problemem pod tytułem „emigracja z Polski”. W efekcie otrzymaliśmy pierwszy tom „Księgi Emigrantów”, który, co tu dużo mówić, wzbudził dość skrajne uczucia wśród odbiorców. O ile raczej nikt nie ma wątpliwości co do wartości muzycznej albumu (wspaniale łączy charakterystyczny dla artysty folk z brzmieniami jakby żywcem wyjętymi z lat 80.), o tyle mnóstwo kontrowersji wywołała tematyka utworów. Co ciekawe, tekstów nie napisał wcale Mozil, ale krakowski poeta Michał Zabłocki.

Otrzymujemy przekrojowy, choć ujęty w trochę krzywym zwierciadle obraz polskiej emigracji. Robotnicy, murarze, uciekinierzy, marzyciele, urzędnicy – z Polski wyjeżdża właściwie każdy. Dla wielu odbiorców płyta była atakiem na Polskę i Polaków, w sieci można było przeczytać mnóstwo gróźb i wyzwisk pod adresem Mozila jako tego, kto nie wie o czym śpiewa. Tymczasem Czesław jak nikt inny czuje klimat emigracji. Nie dość, że sam przez wiele lat mieszkał w Danii, to gdy postanowił wrócić do Polski jako dorosły człowiek, poczuł się emigrantem po raz drugi. W Danii był traktowany jako Polak, w Polsce jako jakiś Duńczyk, który śmiesznie mówi po polsku. Ponadto dużo koncertuje dla Polonii rozsianej po całej Europie. Miał więc gdzie zbierać pomysły na utwory. Mozil nie tylko umiał te doświadczenia przekuć w swój atut, ale również nie boi się podstawiać emigrantom lustra. Pozwolił rodakom przejrzeć się w nim i dostrzec własne przywary. Choć czasem jest ono nieco skrzywione na potrzeby artystycznej ekspresji, to jednak dość dobrze oddaje rzeczywistość i chyba stąd wziął się cały hejt na artystę.

mozil

Najwięcej kontrowersji wzbudził utwór „Nienawidzę Cię Polsko” i teledysk do niego. Piosenka jest dość mocna, Czesław dokonuje w pewnym sensie rozliczenia ze swoją ojczyzną, jednocześnie stara się pokazać odczucia towarzyszące życiu wielu emigrantów. Jego celem było przede wszystkim skłonienie do dyskusji, pokazanie rozterek i problemów ludzi wyjeżdżających z kraju. Tymczasem „Nienawidzę Cię Polsko” zostało odebrane dość jednoznacznie, jako atak na Polskę. Pikanterii dodaje fakt, że w teledysku użyto znaczka „Solidarności” w kontekście dość dyskusyjnym, o co zresztą potem związek miał do Mozila pretensje.

Pozostałe utwory wcale nie zwalniają tempa. „Z dala od rodaków” czy „Poszukaj męża”, to poradniki, kogo unikać, a z kim warto dobrze żyć, również w perspektywie matrymonialnej. Czesław nie oszczędza nikogo – wytyka lenistwo, głupotę, cwaniactwo i kompleksy. Jak wspomniał po premierze płyty w wywiadzie udzielonym Polskiemu Radiu – „Emigracja jest pełna kompleksów i poczucia, że nie jest się dość dobrym”. I to się potwierdziło, gdy ci odbiorcy zetknęli się z „Księgą Emigrantów”. Próbę opowiedzenia o nich potraktowali jako atak na siebie, a nie jako przyczynek do dyskusji. „Na żywo” doświadczył tego Mozil podczas koncertu dla Polonii w Liverpoolu, gdzie kilka agresywnych osób próbowało zakłócić występ.

Choć Mozil nigdzie nie deklarował ile czasu zajmie mu wydanie całej trylogii emigranckiej, to jednak od premiery pierwszej części miną za chwilę dwa lata, a o kontynuacji nic nie słychać. Czyżby muzyk doszedł do wniosku, że trzeba odpuścić? Może miał po prostu dość wylewającego się zewsząd hejtu? Nie wiem, ale wiem jedno – nie jest łatwo być polskim emigrantem, a jeszcze trudniej jest, gdy chce się z tym zmierzyć w sztuce. Tematyka jest wybitnie skomplikowana i naszpikowana minami. Jednak przykład Magdaleny Parys pokazuje, że emigrantka może też dobrze wejść w nowe społeczeństwo mimo początkowych trudności. Co więcej, znalazła swoje miejsce w Niemczech i ciągle jest też uznawana za „polską pisarkę”. Historia „Białej Riki” ma szansę zbudować pomost między odbiorcami polskimi i niemieckimi, pokazując, że nasze społeczeństwa nieustannie się mieszają i wymieniają kulturowo.

A Wy znacie jakieś inne przykłady historii emigrantów? A może sami nimi jesteście i chcielibyście opowiedzieć swoją historię? Czekam na sygnały od Was!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *