Premiery tygodnia. Odcinek 11 – 27 marca-2 kwietnia
Marzec 26, 2017
Premiery tygodnia. Odcinek 12 – 3-7 kwietnia
Kwiecień 2, 2017

Tu byłem. Tony Halik. Podpis, który na dobre wpisał się w popkulturę, wyrażając jednocześnie podziw dla bodaj jednego z największych polskich obieżyświatów. Podpis pojawiający się wszędzie – od najdalszych zakątków świata, po przęsło mostu w Warszawie. Tony Halik to był ktoś, chciałoby się rzec.

Tony Halik jako reporter NBC

Bo to wszystko prawda, rzeczywiście był kimś, zwłaszcza w czasach siermiężnego PRLu. Dla Polaków był bohaterem. Człowiekiem, dla którego niemożliwe nie istniało i nie było żadnego miejsca, które by mu się oparło. Bo był wszędzie, to fakt. Ale kim tak naprawdę był? Czy jego opowieści są prawdziwe? Ile faktów ze swojego życia przeinaczył, podkolorował albo zataił? Czy naprawdę woził Juana Perona i jego żonę Evitę? Czy naprawdę przyjaźnił się z połową ludzi na Ziemi? Wiadomo, że był skłonny do konfabulacji, ale nikt do tej pory nie wie, do jakiego stopnia. Tajemnicę jego fenomenu próbuje rozwikłać w wydanej właśnie książce Mirosław Wlekły.

Historie, zwłaszcza te biograficzne, zwykliśmy opowiadać raczej w sposób chronologiczny i uporządkowany. Opowiedziane inaczej dla wielu tracą sens, dlatego jeśli ktoś zaczyna pisać biografię niejako od końca, to musi mieć ku temu naprawdę ważny powód. Nie chcę zdradzać zbyt dużo już na samym początku, ale Wlekły miał taki powód, nie ma co ukrywać. Tak samo jak Halik miał jednak ważny powód, by konfabulować. I dlatego historię Halika zaczynamy poznawać od momentu, gdy decyduje się na powrót do Polski po latach emigracji, by stopniowo cofać się w czasie i skończyć na rozdziale poświęconym jego latom młodzieńczym. Zabieg Wlekłego ma znaczenie podwójne. Pozwala czytelnikowi poczuć, że bierze czynny udział w rozwiązywaniu zagadki wielkiego podróżnika, a przy tym pozwala go polubić. Nigdy nie wiadomo, kiedy takie ciepłe uczucia wobec bohatera mogą się przydać…

Pod koniec XX wieku wszyscy chcieli być jak Tony Halik – podróżować, poznawać obce kultury, żyć kolorowo i przebojowo. Zwłaszcza gdy w Polsce najpierw kończył się siermiężny i szary komunizm, a po nim nastąpiła dekada gwałtownych i często bolesnych przemian społecznych i politycznych. Halik był jak z innego świata – wyluzowany, rozgadany, wydawałoby się beztroski. Pamiętacie film „Chłopaki nie płaczą”? Laska, jeden z głównych bohaterów w słynnym dialogu z filmowym Kubą granym przez Macieja Stuhra mówi:

Laska: W ogóle, bracie, jeżeli nie masz na utrzymaniu rodziny, nie grozi ci głód, nie jesteś Tutsi ani Hutu i te sprawy, to wystarczy, że odpowiesz sobie na jedno za***ście, ale to za***ście, ważne pytanie: co lubię w życiu robić. A potem zacznij to robić.

Kuba: A ty sobie odpowiedziałeś na to pytanie?

Laska: Jarać blanty.

Kuba: Jest jakiś zawód, który się z tym wiąże?

Laska: Ambasador.

Kuba: Chyba na Jamajce.

Laska: Nie taki ambasador. Miałem na myśli takiego, jakim był Tony Halik. Wyobraź sobie stary, ile on wypalił stuffu z tymi wszystkimi plemionami, które odwiedził. Ktoś musi kontynuować jego dzieło. Będę jeździł po całym świecie, pełniąc rolę ambasadora naszego kraju. Jestem Laska. Z Polski.

W swoim żywiole

Halik był bohaterem masowej wyobraźni. Mieszkał w Polsce, Francji, Anglii, Argentynie i Meksyku, przemierzył kontynenty i zajrzał prawdopodobnie pod każdy kamień. Był wszędzie, lubił się chwalić i opowiadać, był urodzonym bajarzem. Często do swoich przygód wplatał historie innych albo po prostu zmyślał. Kogo to on nie znał! Miał się przyjaźnić z Fidelem Castro, Juanem Peronem, Jerzym Urbanem i jeszcze kilkoma dygnitarzami. Po czasie okazywało się, że miał z nimi albo kontakty czysto zawodowe, albo gdzieś się na chwilę zetknęli, a on dobudowywał do tego całą bogatą historię. To cały Halik. A jednocześnie był patriotą, który nawet po przyjęciu argentyńskiego obywatelstwa, nigdy nie zrzekł się polskiego. Musiał to zrobić dopiero wtedy gdy… wracał do Polski. Co za paradoks!

Żył by podróżować i podróżował, żeby żyć. To najkrótsza i chyba najpełniejsza definicja życia Halika, na jaką trafiłem. Podróżował nawet wtedy, gdy nie miał za co, a niedoszacowanie kosztów wyprawy o mało nie skończyło się jego samobójstwem. Podróżował też wtedy, gdy był już poważnie chory i miał wszczepiony rozrusznik serca. Nie uznawał nudy, kochał gdy coś się działo. Jeśli wycieczka po dżungli, to po to by spotkać dzikiego zwierza, jeśli rejs statkiem to po to, by przeżyć sztorm. Adrenalina dawała mu napęd i odmładzała go. Podobnie jak kamera. W latach 90. nikt by nie przypuszczał, że schorowany staruszek, który ledwo powłóczy nogami to legendarny Tony Halik. Dopiero gdy ten staruszek stawał przed kamerą, nagle młodniał o kilkanaście lat. Jego głos nabierał mocy, gesty nabierały wyrazu, a oczy znów stawały się młodzieńcze. Gdy zmarł w 1998 roku, wielu mogło pomyśleć, że to kolejna mistyfikacja, albo medialna pomyłka. Bo Halika uśmiercano wielokrotnie. Jego styl życia, nieprzewidywalność i łatwość do znikania powodowały, że co i rusz mógł w prasie przeczytać notki o swojej domniemanej śmierci.

Był prawdziwym showmanem, który dla dobrych ujęć potrafił zrobić wszystko. Gdy pracował jako operator i reporter dla amerykańskiej NBC, wchodził z kamerą zawsze w sam środek konfliktu, przypłacając to kontuzjami. Potrafił też narazić życie swojego malutkiego syna – Ozany i pierwszej żony – Pierrette. Ileż to razy stawiał ich w trudnych sytuacjach, a zamiast spieszyć na pomoc, stał obok z kamerą i kręcił kolejne kadry swojego życia. Ozana i Pierrette to też cisi bohaterowie tej książki, obok drugiej żony Halika, czyli Elżbiety Dzikowskiej. O ile Dzikowska chętnie dzieliła się wspomnieniami z Wlekłym (choć nie była wolna od wątpliwości co do sensu pisania tej książki), to Pierrette już nie żyje, a Ozana wyjątkowo długo był namawiany na spotkanie i wspomnienia. Gdy to się w końcu udało, Wlekły zebrał wyjątkowy materiał. Zastanawia mnie tylko, czemu tak mało dowiadujemy się o samej Pierrette – postaci niewątpliwie ciekawej, mającej na życie Halika olbrzymi wpływ. Wiele wątków z jej udziałem zostało jedynie „liźniętych” przez autora. Czy wiedziała o szwindlach swojego męża(Dzikowska nie)? Czy prawdą jest, że to ona napisała lwią część dorobku pisarskiego Halika?

Tony Halik i Elżbieta Dzikowska

A podejrzewam, że z szerszym opisaniem Pierrette nie miałby Wlekły najmniejszego problemu. Wykonał tytaniczną pracę dokumentacyjną – przejechał świat śladami Halika, poznał ludzi, których ten znał i miejsca, w których bywał. Zebranego materiału było na tyle dużo, że czasem ma się aż wrażenie przesytu. Niektóre wątki są przegadane, dostajemy za dużo wypowiedzi i informacji, które nie wnoszą już nic ciekawego, ale najwyraźniej autorowi żal było je pominąć. To jak ze świetnym filmem, który zamiast 120 minut mógłby trwać 100 minut i pewnie zostałby wtedy okrzyknięty wybitnym, bo zyskałby większą dynamikę i tempo akcji. A gdzie jak gdzie, ale w książce o Haliku tempa zabraknąć nie powinno.

Nie zmienia to jednak faktu, że mamy do czynienia z lekturą fascynującą. Wydaje się, że już poznaliśmy bohatera, zdążyliśmy okiełznać jako tako jego dziwactwa i konfabulacje i nigdy nie dowiemy się jak to naprawdę do końca wyglądało. Wlekły właśnie wtedy wyciąga asa z rękawa. Stopniowo odkrywa kolejne karty, cofając nas do czasów młodości bohatera. Zabieg godny uwagi – wydawałoby się, że wszystko co ważne, zostało już powiedziane, a to było jedynie preludium! Udało mu się o Haliku dowiedzieć więcej, niż wiedzieli o nim nawet najbliżsi.

Fascynujące życie Halika doczekało się fascynującej biografii. Wlekły nie tylko zrobił kawał świetnej roboty reporterskiej, ale historię swojego bohatera opowiedział tak, jak chciałby tego pewnie Halik – intrygująco, z przytupem, a jednocześnie z dużą dawką dystansu. Lektura obowiązkowa nie tylko dla maniaków podróżowania. Każdy znajdzie tam coś dla siebie.

DO SŁUCHANIA

Niemożliwością chyba byłoby znaleźć płytę czy wykonawcę, który mógłby w pojedynkę ubarwić losy Tony’ego Halika. Za dużo wątków, za dużo historii, za dużo zwrotów akcji. Dlatego teraz ja zabieram Was w kolejną podróż – po YouTube, Spotify, Tidalu, czy jakimkolwiek innym miejscu, w którym możecie słuchać dużo zróżnicowanej muzyki. Zajrzyjcie tam, a następnie odpalcie utwory z playlisty, którą zaczerpnąłem od serwisu SkyScanner. Dobrej zabawy! 🙂

Mirosław Wlekły, Tu byłem. Tony Halik, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2017.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *