Premiery tygodnia. Odcinek 8 – 6-12 marca
Marzec 5, 2017
Kultowe programy telewizyjne lat 90.
Marzec 9, 2017

Zeruya Shalev – Ból RECENZJA

Ból. Krótkie słowo, a wywołuje tyle emocji. Może być lekki, może być ćmiący, nieustanny, obezwładniający – ile osób tyle sposobów odczuwania bólu w każdej jego odmianie: fizycznej i psychicznej. Wyobraźcie sobie ból tak silny i tak dojmujący, że uniemożliwia funkcjonowanie. Boli każda komórka ciała, boli każdy ruch, każda nawet myśl o ruchu.

Z tak silnym bólem boryka się Iris – bohaterka najnowszej powieści Zeruyi Shalev, izraelskiej autorki znanej w Polsce do tej pory z powieści „Życie miłosne”, „Mąż i żona” oraz „Po rozstaniu”. Łączy je jeden mianownik – wszystkie w jakiś sposób opowiadają o relacjach rodzinnych, o miłości, kłótniach, zdradzie, wreszcie rozstaniu. W ten schemat wpisuje się też „Ból”, którego centralną postacią jest właśnie Iris. Matka, żona i kochanka, okrutnie doświadczona przypadkowa ofiara jednego z zamachów terrorystycznych w Izraelu. W jego wyniku doznaje nieodwracalnych uszkodzeń ciała. Choć nauczy się z nimi żyć, to nigdy nie pozbędzie się już bólu. I to takiego, który czasem pozbawia ją wszelkich sił. Do tego cierpi też psychicznie – mąż, który bardziej niż rodziną interesuje się wirtualnymi szachami oraz dzieci: dorastający syn i córka uwikłana w tajemniczą sektę przysparzają jej aż za dużo bólu dodatkowego.

Historia niby banalna i pewnie część czytelników dość szybko zorientuje się jak potoczą się główne wątki (choć część będzie też pewnie zaskoczona niektórymi rozwiązaniami), ale jednak opowiedziana w taki sposób, że ma się wrażenie, jakby nikt wcześniej tego nie opisywał. Każe zastanowić się nie tylko nad losami bohaterów, ale i nad własnym życiem. Bo o ile nie jestem kobietą i ciężko mi się fachowo wypowiadać w tym temacie, to mam wrażenie, że siła Shalev tkwi w tym, jak opisuje kobiecy świat i kobiecą psychikę. Lekturze towarzyszy nieustanne rozedrganie, niepewność, chwiejność – czyż nie tak stereotypowo postrzegamy kobiety? I nie wiem czy taki był cel, ale Iris wydaje się taką stereotypową przedstawicielką płci pięknej. Kobieta sukcesu, dyrektorka szkoły, mająca teoretycznie poukładane życie prywatne. W rzeczywistości jednak towarzyszy jej stały niepokój, jej decyzje są często chaotyczne i podejmowane pod wpływem chwili.

Mój problem z Iris nie polegał jednak tylko na tym. Im dalej w książkę, tym częściej zauważałem, że jest to tak naprawdę postać niedookreślona, niemająca własnej tożsamości. Najczęściej i najłatwiej określa się poprzez innych i swoje role jakie wobec nich pełni. Jest matką, jest żoną, jest córką, jest też wreszcie czyjąś kochanką, ale tak naprawdę nigdy nie dowiedziałem się kim jest naprawdę. Kobieta bez właściwości i osobowości, której sensem istnienia są inni ludzie. Nawet jej relacje z niedołężniejącą matką, choć rozczulające i niejednokrotnie autentycznie zabawne, nie odpowiedziały mi na pytanie kim jest Iris gdy się ją obedrze z jej ról w życiu innych.

Iris jest stereotypowa, ma typowe dla kobiet w swoim wieku problemy i rozterki, niczym specjalnymi nie wyróżnia się też jej otoczenie. Niektóre wątki są dość banalne i naiwne. Ale z drugiej strony – czy nie tak wygląda życie większości z nas? Przyzwyczailiśmy się już chyba, że bohaterowie literaccy są pozbawieni części naszych problemów, żyją w trochę innej rzeczywistości. Tymczasem Shalev niemal każdym zdaniem przypomina, gdzie jest prawdziwe życie – w każdym z nas. Każdy z nas może być bohaterem na miarę Iris i może to być historia opowiedziana w pasjonujący sposób. To jednocześnie zaleta i wada „Bólu”, ale chyba właśnie dlatego „Ból” czyta się tak dobrze.

Podobnie jak wiele twarzy i odcieni ma ból, tak samo niejednoznaczna jest miłość. I o tym też co chwilę autorka nam przypomina. Nie ma czegoś takiego jak miłość uniwersalna. Każdy przeżywa ją na swój sposób, zależnie od charakteru, okoliczności jej towarzyszących, czy czynników zewnętrznych, na które często nie mamy wpływu. Miłość ma wiele twarzy i często nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Czym innym, jeśli nie miłością nazwać desperacką wyprawę Iris do Tel Awiwu w celu ratowania córki? Czym, jeśli nie miłością jest trwanie przy mężu, który coraz bardziej pogrąża się w wirtualnym świecie? Miłość determinuje też wspomniane role społeczne Iris, a najlepiej opisuje to cytat z książki:

Jeśli się kogoś kocha, odczuwa się jego ból

Emocje, emocje i jeszcze raz emocje – to przede wszystkim one towarzyszyły mojej lekturze „Bólu”. Niejednokrotnie bohaterowie niemiłosiernie mnie irytowali, kląłem na nich w myślach, wymyślając im od imbecylów i porażek ewolucji. Jednocześnie ciężko się oderwać od czytania, właśnie dzięki emocjonalnemu napięciu budowanemu przez Shalev. Czasem miałem dość, czasem mi się „ulewało”, ale czytałem dalej i zawsze w końcu natrafiałem na coś, co moje wysiłki wynagradzało. To też olbrzymia zaleta „Bólu” – autorka na tyle dobrze steruje naszymi emocjami, że łatwo się utożsamić z bohaterami i łatwo się zatracić w tym świecie.

Powieść z pewnością niejednoznaczna i niepozostawiająca obojętnym. Znam wielu, których zirytuje już na początku i którzy szybko porzucą lekturę, dziwiąc się powszechnym zachwytom nad prozą Shalev. Warto jednak przemóc momenty kryzysowe i dać „Bólowi” szansę do końca. Choćby po to, by dowiedzieć się też czegoś o sobie.

DO SŁUCHANIA:

Nick Cave & The Bad Seeds – Skeleton Tree

Muzyki, która mogłaby towarzyszyć prozie Shalev szukałem kilka dni. W końcu trafiłem na długo oczekiwany powrót Nicka Cave’a. Powrót po dłuższej przerwie, spowodowanej traumatycznymi wydarzeniami – w tragicznych okolicznościach zginął jego syn. I od pierwszych dźwięków słychać,  że jest to album przepełniony bólem, przejmujący i pełen emocji. Otwierające go „Jesus Alone” potrafi na długo zawładnąć głową. Choć płyta jest na wskroś żałobna, to nie uświadczymy tu typowego żałobnego lamentu. Głos Cave’a jest przepełniony emocjami, ale nie ma w nim krzyku i histerii. Raczej mamy do czynienia ze świadectwem kogoś pogodzonego ze stratą. W ten nastrój wpisuje się też muzyka – refleksyjna, nieprzebojowa, melancholijna, uruchamiająca (wierzę w to głęboko) pokłady empatii w każdym z nas.

I co niezwykle ważne – tym razem polecam oddzielić słuchanie od czytania. Płyta Cave’a wymaga zbyt dużej uwagi i zbyt dużego skupienia, by być jedynie tłem dla lektury. Warto jej poświęcić osobną chwilę, i to więcej niż raz. Płyta doskonała i wzruszająca, choć niełatwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *