Karl Ove Knausgard – Wiosna RECENZJA
Kwiecień 3, 2017
Premiery tygodnia. Odcinek 13 – 10-16 kwietnia
Kwiecień 9, 2017

Wagiel. Jeszcze wszystko będzie możliwe RECENZJA

Wojciech Waglewski. Inaczej Wagiel, zwany też „gościem wyglądającym jak niepościelone łóżko”. Wybitny muzyk, kompozytor, charakterystyczna postać polskiego rocka i polskiej muzyki w ogóle. Szczęśliwy mąż i ojciec jednego z najbardziej kreatywnych polskich duetów muzycznych. Swoim życiorysem daje nieustanny dowód, że „jeszcze wszystko będzie możliwe”.

Niezbyt chętny do wywiadów, opowieści, dzielenia się swoim życiem prywatnym. Raczej skryty, unika ścianek, celebryctwa i szeroko rozumianego szoł biznesu. Jest po prostu od tego, by dostarczać światu jak najlepszą muzykę. To jego misja i wielkie zobowiązanie. Dlatego tym bardziej docenić należy tę książkę. Wywiady nagrywane przez Wojciecha Bonowicza na przestrzeni ostatnich 11 lat ułożyły się w sylwetkę niesamowitej osoby, którą do tej pory mało komu było dane dobrze poznać.

Panowie rozmawiają o wszystkim – o życiu, muzyce, fascynacjach, zainteresowaniach i frustracjach. Widać, że darzą się wzajemnym szacunkiem i zaufaniem, bo Waglewski opowiada wyjątkowo otwarcie, ze szczegółami, nie szczędzi anegdot. Daje się poznać jako facet czuły i myślący i jednocześnie bardzo krytyczny, dość radykalny w osądach. Jak sam przyznaje, nie potrafi ani kłamać, ani zbyt długo chować urazy, dlatego jego historia wydaje się ze wszech miar autentyczna i szczera. Mało kto w sposób tak rozbrajający potrafi mówić o swoich słabościach, być tak krytycznym nie tylko wobec świata, ale i wobec siebie.

Choć nieco rozstrzelona, to historia Waglewskiego jest w książce opowiedziana w zasadzie od początku do końca. Mamy i dzieciństwo – opowieści z czasów, gdy mały Waglewski wychowywany był przez dziadków, a autorytetem był dla niego kuzyn Staszek, mamy i okres nastoletni, gdy buntował się i uciekał od rodziców, mamy wreszcie dorosłość – wypełnioną muzyką, miłością do żony i synów, a także bardzo surową oceną rzeczywistości. Najważniejsze jest jednak to, że Waglewski wciąż nie powiedział i nie zamierza mówić ostatniego słowa. Ciągle pełen sił i pomysłów, co i rusz raczy fanów nowymi nagraniami.

Fragment książki

Co może zaskakiwać, biografia (czy też wywiad-rzeka) wybitnego muzyka nie skupia się wcale na jego twórczości. Oczywiście, są płyty i wydarzenia, którym rozmówcy poświęcają mnóstwo czasu, są też takie, które niemal całkowicie pomijają. Najważniejsze jest życie Wagla, jego refleksje, wspomnienia i diagnozy. Muzyka i cała jej otoczka jest na tyle zręcznie wbudowana w tę narrację, że staje się nieodłączną i integralną częścią historii Waglewskiego. I tak chyba powinno być, bo Waglewski to postać zbyt ciekawa (albo „ciekawska” jak lubi mawiać sam bohater) i nietuzinkowa, by ograniczać się tylko do muzyki. Więcej emocji niż rozważania o kolejnych albumach wywołują wspomnienia takie jak to z domu kultury. Młody Waglewski został tam wysłany, by sprawdzić, czy ma słuch muzyczny i nadaje się by kształcić go w tym kierunku. Jakiś starszy nauczyciel wyśmiał jego śpiew i spowodował, że na dobrych kilkanaście lat Wagiel bał się „otworzyć paszczę”. Ośmielił go dopiero Zbigniew Hołdys. I to dzięki niemu świat poznał Waglewskiego-wokalistę. Trudne do wyobrażenia, ale mało brakowało, a moglibyśmy nigdy nie usłyszeć tego wyjątkowego głosu. Podobnie wielki wpływ na Waglewskiego miał pobyt w zespole Osjan. To tam nauczył się, że grając na gitarze nie powinien naśladować Claptona czy Hendrixa, ale opowiedzieć słuchaczom własną historię. Właśnie takie historie budują niesamowity klimat tej książki.

Są naturalnie opowieści o pełnych pasji koncertach (nie przeszkadza w nich nawet rozcięta do kości ręka), trudach życia w trasie i błędach, bez których nie ma prawdziwej, żywej muzyki. Są też, może nawet ciekawsze, przemyślenia Waglewskiego, jak choćby to:

Chciałbym, żeby wychodząc z naszego koncertu, mężczyźni wzięli swoje kobiety za ręce

 Bo jest Waglewski piewcą miłości, w każdym jej aspekcie. Jak sam przyznaje, liceum upłynęło mu na dwóch aktywnościach: nauce gry na gitarze i podrywaniu swojej przyszłej żony – Grażyny. Z ich związku urodziło się dwóch chłopców, zwanych dziś jako Fisz i Emade. Podejrzewam, że jest wśród młodych słuchaczy polskiej muzyki niewielu jest takich, którzy by ich nie znali. Jak widać, klan Waglewskich zagospodarowuje sobie niemal całe polskie audytorium muzyczne!

Wielce możliwe, że nie byłoby Waglewskiego jakiego znamy dziś, gdyby nie doświadczenia z czasów młodości. Deficyt miłości rodzicielskiej jakiego podobno doświadczył, odbił się pozytywnie na jego relacjach z własnymi dziećmi. Choć są dorosłe i samodzielne, to ciągle chętnie występują z ojcem, wspierają się nawzajem na swoich płytach i tworzą jedną, wielką muzyczną rodzinę. Wielki, choć nie do końca pozytywny wpływ na jego życie miało też wojsko. Doświadczywszy tam wielu upokorzeń i przykrości, utwierdził się tylko w przekonaniu, że wszelka grupowość, stadność i jednolitość to coś, od czego trzeba uciekać za wszelką cenę.

I jako taki samotny jeździec prezentuje się konsekwentnie w rozmowie z Bonowiczem. Jest dość ostry w osądach, ale też w większości przypadków trudno nie przyznać mu racji. Czasem mówi to, co inni pomijają, wkłada szpilę tam, gdzie to może najbardziej zaboleć. Brzmi czasem jak sumienie narodu, gdy przypomina, że bez ludzi myślących, chcących się rozwijać i otwartych na świat nie będziemy mieli prawdziwej wolności. Sam wychowany w kulcie wiedzy stara się przekazywać tę mądrość dalej. Brzmi czasem jak idealista, ale to też jego wielka zaleta. Dlatego właśnie tak bardzo boli go płytkość polskiej kultury (ale też jej odbiorców) i miałkość wszystkiego co publiczne. Również polityki.

Z polityką wiąże się też jeden z ciekawszych wątków w biografii Waglewskiego. Choć stara się unikać otwartego zaangażowania, to jednak ma swoje poglądy, dla wielu niewygodne. Raz dał im publiczne ujście, angażując się wraz z całym zespołem Voo Voo w kampanię wyborczą AWS w 1997 roku. Pomimo tego, że jak deklaruje, nie wstydzi się tego i powtórzyłby ten krok gdyby był znowu w tamtych czasach, to jednak obecnie nie chce się już deklarować jednoznacznie po żadnej ze stron sceny politycznej. Umiejący czytać i myśleć i tak odgadną jego sympatie.

Wydaje się, że o Wojciechu Waglewskim można by napisać co najmniej kilka książek, ujmujących jego życie i twórczość z różnych stron. To zbyt złożona postać, by poprzestać tylko na jednym wywiadzie-rzece. Jest tam tyle wątków, tyle historii i smaczków, że aż prosi się o ich rozwinięcie. Kto wie, może da się jeszcze namówić na kolejne zwierzenia Bonowiczowi? Póki co pozostaje nam czekać, słuchając rzecz jasna Voo Voo.

DO SŁUCHANIA:

Voo Voo – 7
Byłoby wielkim grzechem słuchać podczas lektury czegoś innego niż zespół Voo Voo. Opus magnum Waglewskiego, projekt jego życia, który równolegle z premierą książki doczekał się swojej kolejnej odsłony – płyty „7”. To rzecz z zupełnie innej bajki niż ostatnie propozycje zespołu. Poprzednie płyty, trochę na bazie projektu „Męskie granie”, skręcały mocno w kierunku bluesa i garażowego rocka. Voo Voo grało mocno i głośno. Teraz z kolei mamy powrót do grania bardziej spokojnego, wyciszonego i stonowanego. Płyta „7” to siedem utworów oznaczających kolejne dni tygodnia, trwających, uwaga, średnio 7 minut. Zespół postanowił nie ścigać się na radiowe hity z innymi, tylko nagrać to, na co akurat miał ochotę. W rezultacie otrzymaliśmy materiał bardzo refleksyjny. Kolejne utwory niespiesznie kołyszą, głos Waglewskiego też brzmi dość leniwie, nie czuć w nim żadnego przymusu czy pośpiechu. Dodajcie do tego piękne, jak zwykle, teksty Wagla. W efekcie powstała fantastyczna płyta, w sam raz na wieczór, do lampki wina i dobrej książki.

W. Waglewski, W. Bonowicz, Wagiel. Jeszcze wszystko będzie możliwe, Wydawnictwo Znak, Kraków 2017.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *