Premiery tygodnia. Odcinek 16 – 1-7 maja
Kwiecień 30, 2017
Lubię zadawać pytania i popełniać błędy. O swojej debiutanckiej książce i pracy reportera opowiada Kamil Bałuk. WYWIAD
Maj 4, 2017

Najdziwniejsze nawyki czytelnicze

Pewnie każdy z Was złapał się czasem na tym, że czytając, wykonuje jakieś dziwne przyruchy, ma jakieś rytuały związane z czytaniem bądź traktuje te chwile z książką z jakąś nabożną wręcz czcią. Do różnych tego typu zachowań przyznaje się większość znanych mi czytelników i to właśnie grupka moich znajomych zainspirowała mnie do spisania tych kilku nawyków, które stały się częścią mojej czytelniczej codzienności.

Sprawdzam, ile stron ma książka

Przyznaję, nie mam zielonego pojęcia po co mi ta wiedza, ale nie potrafię zacząć lektury czegokolwiek, czy to książki, czy gazety, bez uprzedniego sprawdzenia z jaką liczbą stron muszę się zmierzyć. Może ma to związek z tym, że podczas czytania czasem myślę sobie „ok, jestem w 2/5 książki, ciekawe co teraz się wydarzy, bo w tytule tym i tym w 2/5 to już była solidnie zawiązana intryga”. Może to też zboczenie ze studiów i konieczność patrzenia na wszystko pod kątem statystycznym? Nie mam jednoznacznej odpowiedzi, pewne jest tylko jedno: tak, zawsze sprawdzam ile stron ma książką. I co jeszcze lepsze – jak raz sprawdzę, to już pamiętam do końca lektury.

Wącham książki, również publicznie

Dla jednych to dowód na moje niezrównoważenie, inni twierdzą, że w ten sposób odurzam się i dlatego potem wyglądam i zachowuję się tak a nie inaczej. Prawda jest jednak taka, że  w moim przekonaniu niewiele rzeczy pachnie ładniej niż nowa, świeżo wydana książka, wyniesiona prosto z księgarni. Tego zapachu nie da się podrobić, ani z niczym porównać, jest po prostu niepowtarzalny. Jestem „zawąchany” na tyle, że czasem zdarza mi się nie tylko pamiętać fabułę danego tytułu, ale też skojarzyć z nim konkretny zapach…

Kartkowanie książki w te i z powrotem

Czasem zanim zacznę czytać, lubię sobie książkę pokartkować. Sensu w tym nie ma, nie wiem po co mi to, ale lubię. Kartki przyjemnie drażnią opuszki palców, a wiatr rozwiewa włosy. Dodatkowym plusem tego rozwiązania jest też zapach książki, który przy okazji trafia do nozdrzy.

Powtarzam na głos wyjątkowo dobre zdania

Taka sytuacja: poniedziałkowy poranek, zaspane korpo-ludki w trybie „zombie” zmierzają zapchanym autobusem do pracy. Ja natomiast od rana jestem w trybie „czytelnik” i nie zważając na zaspany ogół, oddaję się lekturze. Problem w tym, że czasem mam problem, żeby uszanować ciszę i nastrój powszechnej drzemki. Wszystko za sprawą wyjątkowego dobrego fragmentu w czytanej właśnie książce. Jedni na taki moment mają przygotowany ołówek, inni zaginają róg strony, a ja natomiast, najczęściej bezwiednie, powtarzam jakieś zdanie na głos. Nim się zorientuję, że to znowu się stało, już napotykam groźne spojrzenia współpasażerów. Nie jest lekko.

Kupuję książki na tony…

Zazwyczaj potrafię oszczędzać, wyszukiwać dobre oferty, promocje etc. Mój cały spryt odchodzi w niebyt, gdy na horyzoncie pojawiają się książki . Kupuję je gdziekolwiek się znajdę, nieważne czy ma to sens czy nie. Moja domowa biblioteczka puchnie w nieprzyzwoitym tempie, a że miejsca w mieszkaniu jednak nie przybywa, to książki upycham już gdzie tylko mogę. Niedługo chyba zabuduję balkon i tam stworzę kolejną biblioteczkę. No bo jak to tak, jak można nie kupić nowej książki autora X? Co z tego, że w kolejce do przeczytania czeka jeszcze 5 książek autorów A, B, C i D? To nic, jak dojdzie kilka kolejnych to przecież nic się nie stanie. Że co? Że nigdy nie zdążę ich wszystkich przeczytać? Zdążę! No chyba, że emerytury nie starczy.

a potem mam kaca

Wszyscy nałogowi książkoholicy wiedzą, że książki można przedawkować. I to nie dlatego, że się przeczyta zbyt dużo na raz. Choć to też się zdarza, że po 12 godzinach nieprzerwanej lektury może zacząć boleć głowa, a język zdąży wyschnąć na wiór, bo czytelnik zapomniał, że trzeba czasem się czegoś napić. Kac książkowy to coś dużo gorszego. To sytuacja, gdy tak wczuję się w historię, tak zżyję z bohaterami, że po dotarciu do końca książki po prostu nie potrafię jej porzucić. Cały czas żyję tą fabułą, rozpatruję w głowie alternatywne zakończenia, w wyobraźni dopisuję kolejne rozdziały. Tak działają tylko prawdziwe arcydzieła.

A Wy? Jakie macie nawyki czytelnicze? Dopisujcie swoje dziwactwa, zrobimy z tego wielką listę książkowych nawyków!

6 Komentarze

  1. Zofifi napisał(a):

    Miętoszę coś w ręce najchętniej zakładkę. Wyginam ją w tę z powrotem, stukam nią o brodę itp. Przez to niektóre tekturowe są w strasznym stanie. Dobrze że wydawcy coraz częściej dodają do książek zakładki reklamowe.

    Czasem unoszę wzrok z nad książki i po prostu gapię się w przestrzeń z dziwnym wyrazem twarzy.

    Gdy mnie coś podekscytuje zaczynam robić miny. Marszczę brwi, krzywię się, wybucham śmiechem, mamroczę pod nosem rady (lub obelgi) pod adresem postaci.

    Nienawidzę gdy ktoś mi przerywa. Często zdarza się że kiedy czytam, ktoś nagle podchodzi i zaczyna do mnie mówić. A ja patrzę na niego bezradnie zastanawiając się o co może chodzić? W gimnazjum chyba naprawdę robiłam wrażenie niesympatycznej. No bo… kiedy ktoś do mnie podchodził i pytał „co czytasz”?, zaczynałam im opowiadać o czym jest książka, co to za autor i ogólnie, próbowałam być interesująca. A oni robili się zmieszani i odchodzili. Więc później gdy ktoś pytał mówiłam tylko tytuł, albo pokazywałam okładkę. A kiedy byłam w naprawdę kiepskim humorze, patrzyłam na nich wilkiem i odwarkiwałam „…książkę…”.

    Bywa że wodzę wzrokiem po swoim regale i w myślach kataloguję zawartość. Opowiadam sobie która książka jest moja, która pożyczona, którą kupiłam na wakacjach a którą dostałam. Której brakuje, którą jeszcze chcę mieć. Ta jest z antykwariatu (sprzedawca dziwnie się uśmiechał), ta z pudła przygarnij książkę przy bibliotece (do kogo należała?), opowiadania o Sherlocku Holmesie miałam ze sobą na wycieczce rowerowej (leżała w plecaku z innymi rzeczami i coś ostrego wywierciło dziurę w twardej okładce i kilku następnych stronach, teraz wygląda jakby zatrzymała kulę czy coś).

    Oprócz tego wszystkie wymienione w artykule (oprócz powtarzania zdań).

  2. Seweryna napisał(a):

    Powtarzanie na głos nie jest takie złe, ,,polecono” mi w ten sposób wiele wartościowych dzieł 😀 Kiedy ja czytam książkę tak dobrą, że aż za dobrą, to po kilku stronach muszę wstać i przejść się kilka kroków – inaczej nie jestem w stanie uporządkować tego, co czytałam. Tak samo mam kiedy piszę jakąś pracę, dla przyjemności czy na studia – kiedy już na dobre się w nią wciągnę i poddaję się emocjom, muszę się przejść. Chodzę po domu, po pokoju, a jeżeli książka jest naprawdę genialna to wychodzę na spacer po mieście i błąkam się jak w transie, sama nie wiem, po jakich ulicach chodzę. Zresztą i tak wyląduje na pewno pod pomnikiem Mickiewicza. Ten nawyk niestety strasznie wydłuża czas czytania.
    Poza tym mam już trochę nawyków wynikających ze studiów, tzn. sprawdzam jakość i gramaturę papieru, rok i miejsce wydania, wydawnictwo, oceniam typografię, czyli ogólnie czy książka jest ładnie zrobiona i nie ma błędów. Jeżeli ma np. za małe marginesy albo bardzo brzydką czcionkę to w ogóle nie jestem w stanie jej czytać, podobnie książki z rażącymi błędami. Jeżeli okładka jest brzydka albo jest na niej zdjęcie, a nie grafika, to muszę ją obłożyć. Na szczęście zazwyczaj nie kupuje książek z brzydkimi okładkami tylko szukam tak długo, aż znajdę ładne wydanie.
    Uwielbiam tez prowadzić dyskusję na marginesach, z sobą samą lub z innymi czytelnikami – zwłaszcza jeżeli książka jest z biblioteki. Po prostu nie mogę się powstrzymać przed gryzmoleniem ołówkiem swoich uwag co do lektury, zabawnych komentarzy albo okrzyków do bohatera. Na szczęście w bibliotece wydziału polonistyki mało jest książek całkowicie czystych na marginesach, więc mam wielu partnerów do dyskusji…

  3. parapet literacki napisał(a):

    Siedzę sobie i myślę, że jestem chyba jakimś niezaangażowanym czytelnikiem bo nie znam efektu kaca książkowego. Owszem wiele razy wracam myślami do lektury, do wydarzeń i emocji ale czy chciałabym żeby historia się nie kończyła? Chyba nie. Chyba paradoksalnie, jeju źle to zabrzmi ale trudno, ja lubię moment kończenia książki. To pewnie ma coś wspólnego z taką moją cechą, że ja w ogóle lubię domykać, kończyć, usuwać niepotrzebne. Tak, lubię skończyć książkę, wyjąc z niej zakładkę, odłożyć na półkę. Wziąć kolejną.

    I ja też kupuję na tony. O i po tym mam kaca!! „Po co znowu kupiłaś, przecież ci wszystkich nie wykupią, masz tyle nieprzeczytanych, itd”.
    Lubię wchodzić do księgarń chociaż sobie popatrzeć na nowe książki.
    U siebie też coś napisałam o nawykach, to taki wdzięczny.

    • Paweł Cybulski napisał(a):

      A to ciekawe, bo ja też zazwyczaj lubię wszystko skończyć, zamknąć, doprowadzić do końca. Ale jeśli książka jest naprawdę dobra, to mogłaby się nie kończyć 🙂 No chyba, że mam do czynienia z przeciętniakiem, wtedy z pewną ulgą docieram do końca 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *