Po czym poznać nałogowego czytelnika?
Lipiec 11, 2017
10 książek, których nie powinieneś nigdy czytać
Lipiec 22, 2017

Margaret Atwood – Opowieść podręcznej RECENZJA

Co musi się stać, by listy bestsellerów książkowych w USA zdominowały pozycje wydane kilkadziesiąt lat temu? Musi dojść do kryzysu politycznego, zdarzeń dziwnych i nieprzewidywalnych, w świetle których dawne klasyki znów zyskują aktualność. Tak było przy okazji „Roku 1984” George’a Orwella, to samo chwilę później wydarzyło się z „Opowieścią podręcznej” Margaret Atwood. Popularności tej drugiej pomógł też fakt, że właśnie oglądać możemy serial na jej podstawie.

Margaret Atwood znana jest ze swojego zaangażowania w sprawy społeczne i polityczne. Ze szczególną uwagą wypowiadała się zawsze o ekologii i feminizmie, dopatrując się w nich najważniejszych wyzwań stojących przed naszą cywilizacją. Wydana w 1985 roku „Opowieść podręcznej” to antyutopia, przedstawiająca rzeczywistość w fikcyjnym państwie Gileadu, utworzonym na zgliszczach USA przez fanatyków religijnych, ogarniętych żądzą zemsty na dotychczasowym świecie, chcących zaprowadzić nowe, choć zakorzenione w „tradycji” porządki. Powstały w ten sposób kraj to prawdziwe piekło dla kobiet, które stały się tylko przedmiotami w rękach mężczyzn. Utraciły podmiotowość, a w dodatku zostały posegregowane na kilka kategorii. Część, tych uprzywilejowanych, została żonami komendantów rządzących krajem. Kolejne zostały ich służącymi, a te będące w stanie rodzić dzieci stały się podręcznymi. Niewolnicami przeznaczonymi do prokreacji. W takiej sytuacji znalazła się główna bohaterka książki, Freda (imię dostała od imienia „swojego” komendanta). Odebrano jej córkę i męża, a ją zniewolono i poddano tresurze pod okiem psychopatycznej ciotki Lidii.

Kadr z serialu, fot. Hulu

Warstwa fabularna książki jest niezwykle mocna, nawet gdy ma się w pamięci inne wystąpienia Atwood. Historia podręcznych jest o tyle przejmująca, że autorka pisząc o niej, wypowiada się zaskakująco spokojnie. Raczej unika brutalnych opisów, które czytelnikowi same stają przed oczami. W jej prozie nawet okrutni komendanci mogą się wydawać nie tak do końca złymi ludźmi. Jestem przekonany, że to celowy zabieg, pokazujący jak ludzie mogą się dostosować do najbardziej nawet przerażającej sytuacji. Jeszcze niedawno żyli pełnią życia, mieli rodziny, pracę. W krótkim czasie to wszystko zostaje im odebrane. Ideologiczni dyktatorzy szybko wprowadzają porządki, które mentalnie cofają kraj do średniowiecza, mając w ustach pełno frazesów o bogu, naturalnym porządku i przeznaczeniu płci. Mimo to, opór jest nikły. Choć myśli o nim tlą się w wielu głowach, to rzadko przyjmują jakąś zinstytucjonalizowaną formę. To, co dziś przeraża, jutro staje się codziennością.

Nowy system, który miał rozwiązać wszystkie bolączki kraju (najbardziej dojmującymi była katastrofa ekologiczna i rosnąca bezpłodność), w rzeczywistości niesie ze sobą tylko zło i cierpienie. Nawet wśród nowej elity, której bardziej myślący przedstawiciele zdają się dostrzegać, że coś poszło nie tak. Nowy system to rozkwit hipokryzji, przesadzonej pruderyjności i nadinterpretacji Biblii, z której wybiera się fragmenty potwierdzające słuszność działań. Choć to tylko literacka fikcja, to w obliczu zagrożeń z jakimi dziś się spotykamy  (choćby ISIS, czy mizoginizm najważniejszej osoby najważniejszego państwa świata)  daje dużo do myślenia. Może Atwood coś przewidziała, a może świat już wtedy dryfował w niebezpiecznym kierunku, ale jedno jest pewne i chyba warto to przesłanie autorki podkreślać. Może trzeba się pogodzić z tym, że świat się zmienia, a uporczywe trwanie przy „tradycyjnych wartościach” prowadzi tylko do zła, skutkuje odwrotnym do zamierzonego. Niezależnie od szerokości geograficznej, dominującej kultury i religii.

Choć temat nośny, to „Opowieść podręcznej” nie jest lekturą łatwą. Pomijam już wymiar emocjonalny, ale trzeba się też przyzwyczaić do budowy powieści. Ciągłe pomieszanie teraźniejszości z przeszłością, liczne retrospekcje – to na pewno nie ułatwia odbioru. Z drugiej strony, zyskujemy dzięki temu szansę na lepsze poznanie głównej bohaterki. Wiele jej decyzji, początkowo odbieranych jako dziwne, z czasem mogą być lepiej zrozumiane. Właśnie dzięki pokazaniu jej motywacji i doświadczeń z „poprzedniego życia”. Kontrowersje budzi też otwarte zakończenie historii, które zostawia duże pole do domysłów. Nikt z nas nie wie, co tak naprawdę stało się z Fredą – czy ocalała, czy została stracona i jaka była w tym rola osób, którym zaufała. Z drugiej strony, to też fantastyczny prezent dla scenarzystów serialu opartego na motywach powieści. Otrzymali gotowe zakończenie odcinka finałowego, które sprawia, że na dalsze losy Fredy czeka się z niecierpliwością.

Warto czytać dziś Atwood i zastanawiać się nad problemami, które porusza. Książka budzi emocje, nawet wśród osób, którym na co dzień daleko do feminizmu. To po prostu uniwersalna opowieść o tym, jak niekoniecznie złe zamiary (zakładam, że nie wszyscy twórcy Gileadu to karierowicze) prowadzą do katastrofy. Książka o władzy, która zniewala jednostkę, kumulując w sobie najgorsze pomysły znane z historycznych reżimów. To też wciąż aktualny głos w dzisiejszych dyskusjach o prawach kobiet, aborcji, antykoncepcji. Choć wykreowany przez nią świat to czystej wody fikcja, analizując problem głębiej, łatwo możemy zobaczyć, jak wiele jego małych elementów, pozornie nieważnych, pojawia się w debacie publicznej również w Polsce.

Odwołując się do twórczości Atwood trzeba pamiętać, że to co mamy, to co sobie wspólnie wypracowaliśmy, jest bardzo kruche i delikatne. Wystarczy ktoś z grubszą skórą i brakiem zahamowań, by ten porządek zburzyć na rzecz realizacji swoich chorych wizji. Wyczulenie na takie sytuacje to niezwykle ważna umiejętność, która coraz częściej bywa przydatna także w Polsce. Przydałoby się, żeby jak najwięcej osób o tym pamiętało i hodowało w sobie swoją prywatną Atwood.

DO SŁUCHANIA:

Roger Waters – Is This The Life We Really Want?

Roger Waters powraca! Przez wielu uznany już za muzycznego emeryta, legendarny basista Pink Floyd, znów daje o sobie znać. I to w jakim stylu! Ponad 20 lat po wydaniu swojej ostatniej studyjnej płyty, Waters znów chce być sumieniem swoich słuchaczy. Poruszony ostatnimi wydarzeniami na świecie i zmianami jakie to za sobą niesie, postanowił raz jeszcze wejść do studia i dać światu swój komentarz. Komentarz bardzo gorzki, pełen żalu i pretensji do klasy politycznej, a do Donalda Trumpa w szczególności.

Waters protestuje i czyni to w stylu godnym muzyków o kilka pokoleń młodszych. Gdyby nie nieco starczy już głos, można by ten album uznać za owoc buntu młodego pokolenia, które ma dość hipokryzji, obłudy i zwyczajnego chamstwa w życiu publicznym. Muzyk nawiązuje w dodatku do najlepszych muzycznych tradycji Pink Floyd, więc przekaz jest podwójnie mocny. Dobrze się też uzupełnia z prozą Atwood. Wszak obojgu chodzi o to samo – żebyśmy nie zatracili się w szaleństwie i nie pozabijali się nawzajem w imię jakichś wyższych idei, które szybko mogą się zdezaktualizować. Zależy im żebyśmy byli ludźmi i nie stracili swojego człowieczeństwa. Po prostu żyli życiem takim, jakim naprawdę chcemy żyć.

M. Atwood, Opowieść podręcznej, Wielka Litera, Warszawa 2017.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *