10 książek, których nie powinieneś nigdy czytać
Lipiec 22, 2017
Premiery miesiąca. Odcinek 3 – sierpień
Sierpień 1, 2017

Dawid Grosman – Wchodzi koń do baru RECENZJA

Każdy z nas był pewnie w takiej sytuacji – nasz przyjaciel z dzieciństwa, osoba bardzo bliska, nagle znika z horyzontu. Czy to przez zmianę szkoły, przeprowadzkę czy jakieś zdarzenia losowe. Zastanawialiście się potem, co się mogło z kimś takim stać? Gdzie trafił, czym się zajmuje, jak potoczyło się jego życie? A może spotkaliście go po latach i wzięliście za całkowicie obcą osobę?

W podobnej sytuacji znalazł się narrator powieści „Wchodzi koń do baru” Dawida Grosmana. Pewnego dnia odebrał telefon od swojego dawnego przyjaciela, który jak się okazało, jest teraz stand-uperem i ze swoim programem objeżdża kraj. Na jeden z występów postanowił zaprosić właśnie narratora, który jako były doskonały sędzia ma się przyjrzeć występowi i „wydać wyrok” na artystę. Zaintrygowani? To dopiero początek.

Dawid Grosman, fot. Świat Książki

Cała powieść Grosmana to tak naprawdę jedna wielka spowiedź stand-upera Dowale’a. Na nieco ponad 200 stronach mamy do czynienia z zapisem występu, połączonym z komentarzami i wspomnieniami narratora. Wszystko zaczyna się tak, jak powinno. Ze sceny lecą jeden po drugim dowcipy, lepsze i gorsze, ale jednak zadowalające publikę. W pewnym momencie coś jednak się zacina, a Dowale zaczyna coraz dłuższe wyprawy w świat swojego dzieciństwa. Sprowokowany przez dawną znajomość snuje niezwykle szczerą opowieść, doprawioną też dużą szczyptą humoru i autoironii. Cały czas jest obserwowany przez naszego narratora.

Jak się okazuje, historia Dowale’a to pasmo traum, przykrości i porażek. Z wierzchu zabawny, w środku kryje mnóstwo żalu i smutku, którym trochę przypadkowo daje upust podczas występu. Pokazując tę historię, Dawid Grosman pokazuje też, jak duży wpływ na życie ludzi mają doświadczenia wojenne. Trauma często przenosi się nawet na kilka następnych pokoleń.  Autorowi udała się też rzecz trudniejsza – dzięki umiejętnemu wymieszaniu ckliwych historii z dzieciństwa i czerstwych często dowcipów, doskonale bada emocje. Zarówno głównych bohaterów, jak i bohatera zbiorowego, czyli widzów przedstawienia. Ich reakcje, zachowania i odzywki to świetne studium tego, jak reagujemy w sytuacjach trudnych i niejednoznacznych. To też niejednokrotnie pokaz ignorancji i braku szacunku do artysty, który improwizuje i zmienia program, zawodząc tym samym dużą część publiki. Jeśli coś jest spontaniczne, niezaplanowane, wprawia ich to w zakłopotanie. Nie wiedzą jak się zachować, ciężko im wyjść poza utarty schemat. Ewidentnie nie pasuje im też nawiązywanie do wspomnień wojennych, które w każdym budzą mniej lub bardziej złe emocje. Nie wyobrażam sobie, że ktoś podczas lektury tym emocjom nie ulegnie choć na chwilę.

Występ Dowale’a to też próba dla nas wszystkich – odbiorców prozy Grosmana. Bo choć opowiedziane historie są osadzone w konkretnym czasie i miejscu, to tak naprawdę są uniwersalne – łatwo możemy odnieść je do osobistych doświadczeń, zinterpretować na własny sposób i zgodnie z własnymi przeżyciami. I podobnie jak podczas występu komika, też raz się gromko zaśmiejemy, a raz staną nam w oczach łzy. Innym razem się zbulwersujemy albo zawstydzimy. Dla Grosmana najważniejsze wydaje się jednak co innego – osobista refleksja każdego z nas. To dla niej warto czytać tę powieść, bo ona decyduje o tym, jak książkę odbierzemy.

Bardzo dobrze, że książka jest stosunkowo krótka i zwięzła. 240 stron jest tak napakowane emocjami i żywiołami targającymi ludzką duszę, że dłuższa lektura mogłaby być po prostu trudna do wytrzymania. Nawet najbardziej wzruszająca czy pobudzająca rzecz może wystąpić w końcu w nadmiarze i spowodować u czytelnika poczucie przedawkowania. Na szczęście Grosman wiedział co robi i proporcje wyważył idealnie. To tym bardziej ważne, że język zastosowany we „Wchodzi koń do baru” jest niezwykle sugestywny. Wystarczy kilka minut, by zatopić się w jego świecie i oczyma wyobraźni zobaczyć klub, scenę, Dowale’a, publiczność i wszystkie jej reakcje. Tym mocniej możemy też na własnej skórze odczuć ból, jaki towarzyszy zwierzeniom scenicznym komika.

Książka idealna na lato – krótka, lekka, można ją łatwo wszędzie zabrać ze sobą. Nie oznacza to jednak, że jest łatwa. Zmusza do myślenia, refleksji i autentycznego zaangażowania w losy postaci literackich. Jeśli lubicie takie wyprawy w głąb ludzkiej duszy, to nowa powieść Dawida Grosmana będzie dla Was doskonałym wyborem. To było moje pierwsze spotkanie z tym autorem i wiem już, że nie ostatnie. Na uwagę zasługuje też świetnie tłumaczenie Reginy Gromackiej. Przygotowywała je w ścisłym porozumieniu z autorem i to widać i czuć. Piękna robota!

DO SŁUCHANIA:

Mrozu – Zew

Już oczyma wyobraźni widzę zastępy hejterów, którzy zarzucają mi, że do poważnej książki wybrałem muzykę autora „Milionów monet”. Cóż, nie ma co ukrywać, Mrozu to kiedyś napisał. Ale ważne jest tutaj słowo „kiedyś”. Nowa płyta, „Zew” to album bardzo poważny, dojrzały i niebudzący żadnych skojarzeń z pierwszymi dokonaniami autora. Sięgnąłem po nią, bo Mrozu w rozmowach przyznaje, że tworząc płytę, mocno inspirował się muzyką, jaką w domu słyszał w dzieciństwie. Dźwięki, które poznał dwadzieścia kilka lat temu, znowu dały o sobie znać i sprowokowały go do nagrania bezsprzecznie najlepszej płyty w swoim dorobku. Tak samo jak wydarzenia z dzieciństwa sprowokowały do zwierzeń Dowale’a. Bogato jest i pod względem muzycznym i pod względem tekstowym, naprawdę widać olbrzymią pracę włożoną w produkcję albumu. Śmiem twierdzić, że to jedna z najlepszych polskich płyt, jakie ukazały się w Polsce w 2017 roku.


D. Grosman, Wchodzi koń do baru, Świat Książki, Warszawa 2017.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *