Premiery miesiąca. Odcinek 4 – wrzesień
Wrzesień 2, 2017
Wojciech Orliński – Lem. Życie nie z tej ziemi RECENZJA
Wrzesień 18, 2017

Marek Vadas – Uzdrowiciel RECENZJA

Marek Vadas był dla mnie pisarzem absolutnie anonimowym aż do kwietnia tego roku. Wtedy to, podczas Europejskiej Nocy Literatury we Wrocławiu usłyszałem o nim po raz pierwszy. Wszystko za sprawą Adama Ferencego, który brawurowo zinterpretował fragment powieści „Uzdrowiciel”, a mnie zmobilizował do przyjrzenia się bliżej temu autorowi.

Jak się okazało, było to czytanie przedpremierowe, bo „Uzdrowiciel” dopiero miał się w Polsce ukazać, choć na Słowacji, ojczyźnie autora, był dostępny od ponad 10 lat. Nagrodzony został tam nawet prestiżową nagrodą Anasoft Litera. Szybki research, kontakt z wydawnictwem Książkowe Klimaty i oto książka wylądowała u mnie w domu tuż po premierze. Z recenzją trochę zwlekałem, żeby nieco lepiej przetrawić to, czego właśnie doświadczyłem. Bo zetknąłem się ze zjawiskiem doprawdy niezwykłym.

Marek Vadas, fot. Książkowe Klimaty

Vadas, jak na pisarza środkowoeuropejskiego przystało, zafascynowany jest… Afryką. Był tam już kilkanaście razy, z każdej podróży przywożąc bagaż fascynujących opowieści i przekonanie, że nie istnieje coś takiego, jak stracony czas. To wszystko doskonale zebrał i pokazał w „Uzdrowicielu” właśnie. Zbiorze krótkich opowiadań, które choć objętościowo nie powalają, to treścią potrafią zrobić porządną zawieruchę w niejednej głowie. Czego tam nie ma! Autor barwnie porusza się między jawą i snem, życiem i śmiercią, prezentując jednocześnie fascynujący świat Afryki – wioski, szamanów, tajemnicze sny i magiczne rytuały. W tej rzeczywistości nic nie jest niemożliwe. Coś, co dziś wydawało się pewne, jutro może okazać się tylko snem, albo czymś nieistotnym.

Nie jestem specjalistą od kultury Czarnego Kontynentu, ale wydaje się, że wiele z opisywanych przez Vadas historii albo miało miejsce rzeczywiście, albo przynajmniej funkcjonują wśród afrykańskich plemion jako opowieści przekazywane sobie z ust do ust jak typowe podania ludowe, baśnie. Dominują absurdy i niedorzeczności – przynajmniej z naszego punktu widzenia. W Afryce nie takie rzeczy widzieli i nie takie rzeczy słyszeli.

Do formy baśniowej nawiązuje też forma poszczególnych opowiadań, ale na pewno nie można ich nazwać bajkami. Charakterystyczny jest powszechny brak happy endu, większość opowieści kończy się śmiercią, a w powietrzu wisi przesłanie memento mori. Na porządku dziennym są też smród, brud i ubóstwo, ogólna beznadzieja, z których jednak Vadas tka piękne i zachwycające historie.

Co jeszcze ciekawsze, paradoksalnie bajkowy wcale nie jest język, jakim posługuje się autor. Jest do bólu prosty, skupiony na sednie sprawy, a nie na barokowych opisach. Ale to właśnie dzięki temu książka ma właściwy rytm i melodię. Bo choć może nie jest to do końca konwencja baśniowa, to z pewnością jest to konwencja, nazwijmy ją roboczo na potrzeby tego artykułu, „vadasowa”. A to sprawia, że mamy do czynienia z pozycją tym bardziej wartościową. Choć trzeba odnotować, że miałem też momenty zwątpienia – nie wszystkie opowieści „żarły” równie dobrze, czasem potrzebowałem od książki chwili odpoczynku.

Jakie wnioski płyną z „Uzdrowiciela”? Pierwszy i najważniejszy – w Afryce żyją tacy sami ludzie jak my, mający podobne problemy, zmartwienia i radości, ale niejednokrotnie potrafiący swoje życie dużo barwniej opowiadać. Drugi, ważny tylko trochę mniej – konwencja realizmu magicznego połączonego z surrealizmem, może cały czas dawać zachwycające efekty. I choć książka pewnie nie zostanie bestsellerem, to powinni po nią sięgnąć wszyscy, którym zależy na czymś więcej niż na prostym czytadle. Vadas i bawi, i uczy i pokazuje, że włączenie abstrakcyjnego myślenia wcale nie musi być bolesne. Mocna rzecz, na którą w dodatku trzeba mieć też odpowiedni nastrój.

A wszystkich, którzy chcieliby posłuchać Vadasa w interpretacji Adama Ferencego, zapraszam tutaj.

DO SŁUCHANIA:

Chrysta Bell & David Lynch – Somewhere In the Nowhere

Będąc ostatnio pod dużym wpływem nowego sezonu Twin Peaks, zacząłem słuchać muzyki z nim związanej. I tak trafiłem na EPkę duetu Chrysta Bell i David Lynch. Było to dość niecodzienne doświadczenie, coś zupełnie innego od wszystkiego, z czym miałem ostatnio do czynienia. Po kilku przesłuchaniach uznałem, że będzie to idealne uzupełnienie prozy Vadasa. Mimo, że nie ma z Afryką, ani nawet z magią nic wspólnego, to ma kilka innych atutów.

Bell i Lynch nie tylko zatytułowali swoje dzieło tak, jakby byli świeżo po przeczytaniu „Uzdrowiciela”, ale jeszcze łapią podobne odjazdy, dryfując w kierunkach zupełnie nieprzewidywalnych. Z drugiej strony – po kim jak po kim, ale po Davidzie Lynchu nie wypada się spodziewać czegoś innego. Myślę, że gdyby miał okazję poczytać Marka Vadasa, szybko złapałby z nim nić porozumienia. Zostawiam Was z utworem tytułowym.

M. Vadas, Uzdrowiciel, Wydawnictwo Książkowe Klimaty, Wrocław 2017.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *