Premiery tygodnia. Odcinek 22 – 16-22 października
Październik 15, 2017
Premiery tygodnia. Odcinek 24 – 23-31 października
Październik 22, 2017

Jacek Fedorowicz – W zasadzie tak RECENZJA

Są książki, które nie starzeją się nigdy, a są takie, do których kilka czy kilkanaście lat po wydaniu nie warto już wracać. Omawiane tutaj ostatnio „Zimowe królestwo” Philipa Larkina należy niewątpliwie do tej pierwszej kategorii. Dużo większy problem mam  z „W zasadzie tak” Jacka Fedorowicza, którą wziąłem na warsztat jako następną.

Ta wydana pierwotnie w 1975 roku książka, to swego rodzaju fenomen. Ukazała się w samym środku epoki Gierka, za państwowe pieniądze, w jak najbardziej oficjalnym obiegu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że to czystej wody… satyra na PRL. Satyra w formie bardzo przebiegłego poradnika, który ucząc, jak przeżyć w Polsce Ludowej, jednocześnie dogłębnie ją wyśmiewa. Formuła nawiązywała otwarcie do wymyślonego przez Fedorowicza radiowego formatu – „Poradni Zdrowia Psychicznego” z Trójki. W tamtych czasach to musiała być sensacja i doskonała rozrywka dla wszystkich, którzy dostrzegali choć część absurdów tamtej rzeczywistości. Jednak czy wznawianie takiej książki w 2017 roku, blisko 30 lat po epoce PRLu, ma sens? Mam wątpliwości.

Jacek Fedorowicz

Dlaczego w hotelu nie można dostać śniadania do pokoju? Dlaczego przed zrobieniem prawa jazdy wypadałoby najpierw skończyć kurs mechanika samochodowego? Jak zachowywać się w restauracji, żeby nie przeszkadzać kelnerowi? Te i wiele innych problemów zajmujących obywateli PRL roztrząsa w swojej publikacji Fedorowicz. Robi to oczywiście z przymrużeniem oka, okraszając dodatkowo teksty swoimi rysunkami. Jednak problemy, które były żywotne w PRLu, z perspektywy czasu wydają się zupełnie abstrakcyjne. Wtedy dotykały wszystkich, teraz opisywane sytuacje to raczej margines. Jedynym wyjątkiem jest tekst o władzy i próba wyjaśnienia, dlaczego władza ma zawsze rację. To jest i będzie aktualne zawsze.

Książka w swej strukturze przypomina nieco „Jak podróżować z łososiem” Umberto Eco. Podobnie jak u słynnego Włocha, tak i tutaj mamy do czynienia z krótkimi tekstami, kąśliwie komentującymi zastaną rzeczywistość. Różnica polega na tym, że czytając nawet najstarsze teksty Eco, nie ma się poczucia, że straciły aktualność. Może dlatego, że realia Zachodu nie zmieniły się aż tak bardzo jak polskie. Może też dlatego, że Eco potrafił mocniej chwycić się spraw ponadczasowych, nie koncentrując się tylko i wyłącznie na absurdach dnia codziennego, jak zrobił to Fedorowicz.

Jacek Fedorowicz znany jest z tego, że publicznie wypowiada się zawsze z kamienną twarzą i nie zmienia jej wyrazu choćby jego słuchacze pękali ze śmiechu. Nie inaczej są skonstruowane teksty w książce. O absurdach opowiada w sposób teoretycznie śmiertelnie poważny, co w latach 70. musiało być naprawdę zabawne i być może jakoś przyczyniło się do zgody na publikację książki. Dziś ten styl rozśmieszy jednak głównie rówieśników autora i ludzi, którzy w PRLu spędzili większą część życia.

Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Z dzisiejszej perspektywy „W zasadzie tak” to już książka bardziej historyczna niż satyryczna, która starszym czytelnikom na pewno dostarczy niemało uciechy, ale dla reszty będzie tylko ciekawostką na wolny wieczór. I to pod warunkiem, że interesują się historią, bo żeby w pełni docenić talent autora, trzeba mieć jako takie pojęcie o tamtych czasach i warunkach, w jakich przyszło żyć ludziom.

Pytanie więc, dlaczego wydawnictwo Wielka Litera zdecydowało się na wznowienie tego tytułu? Nie jestem przekonany, żeby zabiegali o to jakoś mocno czytelnicy. Jedyne dotychczasowe wydanie z 1975 roku wciąż można znaleźć w bibliotekach czy okazjonalnie na aukcjach. Wydaje się, że powinno to zaspokoić popyt. Tymczasem otrzymaliśmy jednak wydanie nowe. Może zdecydował o tym żywy wciąż sentyment części społeczeństwa do PRLu? Przecież rekonstruowane cyfrowo filmy Barei cieszą się wciąż wielkim wzięciem (zresztą Fedorowicz zaliczył w nich kilka brawurowych ról), podobnie jak kultowy „Rejs” Marka Piwowskiego. Wszystko to prawda, ale z jakiegoś powodu filmy te wciąż śmieszą, nawet kolejne pokolenia, a książka Fedorowicza już takiej mocy nie ma. Być może dlatego, że jest mniej uniwersalna – absurd epoki Gierka, nawet najlepiej opisany, ciężko sobie dziś wyobrazić, przykładając perspektywę współczesnego Polaka. Pokazanie tego samego za pomocą filmu, trafia pewnie do znacznie szerszego grona odbiorców, jest łatwiej przyswajalne.

Jacek Fedorowicz nic już nikomu udowadniać nie musi, jego dokonaniami można by obdzielić przynajmniej kilka innych osób. Wznowione „W zasadzie tak” nie wnosi do jego dorobku nic nowego, z pewnością nie wzbudzi też wielkich emocji wśród czytelników. Dla fanów autora i pamiętających PRL może to być sympatyczna podróż w czasie, dla reszty jedynie historyczna ciekawostka. Wybór pozostawiam Wam.

DO SŁUCHANIA

Zuch Kazik – Zakażone piosenki

Trzeba być Kazikiem Staszewskim, żeby wpaść na pomysł, by propagandowe piosenki z PRLu nagrać na nowo, w rockowej oprawie. Trzeba być Kazikiem Staszewskim, żeby taki projekt wypalił i trzymał poziom artystyczny, a jednocześnie niezmiernie bawił.

W „Zakażonych piosenkach” znajdziemy i „Czerwony autobus” i „Hej młody junaku” i „Międzynarodówkę”. Rozstrzał stylistyczny oryginałów jest więc spory, ale na nowo zaaranżowane przez ekipę Staszewskiego brzmią zaskakująco spójnie i świeżo. Jeśli ktoś lubi się pośmiać z PRLu, a w dodatku jest fanem rocka i twórczości Kazika, powinien sięgnąć po tę płytę w ciemno. Zwłaszcza jeśli czyta też Fedorowicza.

J. Fedorowicz, W zasadzie tak, Wielka Litera, Warszawa 2017.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *