Premiery tygodnia. Odcinek 21 – 9-15 października
Październik 8, 2017
Premiery tygodnia. Odcinek 22 – 16-22 października
Październik 15, 2017

Philip Larkin – Zimowe królestwo RECENZJA

Napisać w wieku 23 lat książkę, jakiej większość pisarzy nie napisze pewnie przez całe życie? Zrobione. Stwierdzić chwilę potem, że proza jest zbyt trudna i przerzucić się na poezję? Zrobione. Zostać jednym z najbardziej charakterystycznych poetów swojego pokolenia? Żaden problem.

Tak, w twitterowym skrócie, mógłby wyglądać życiorys Philipa Larkina. Postać to nieprzeciętna, nie tylko ze względu na swój zwrot ku poezji. Bibliotekarz, który nudną codzienność uzupełniał zupełnie niezwykłym pisarstwem, a w dodatku cierpiał na fobie związane z podróżowaniem i rzadko pokazywał się publicznie. Mimo to stał się klasykiem. Nie tylko w rodzinnej Wielkiej Brytanii, ale również w Polsce, do której trafił za sprawą „Biblioteczki Poetów Języka Angielskiego” redagowanej przez Stanisława Barańczaka w latach 90. I choć szybko zdobył uznanie w środowisku literackim, to jego zawziętym krytykiem był chociażby Czesław Miłosz, zarzucający Brytyjczykowi nihilizm. Tak czy inaczej, Larkin na dobre wszedł do świadomości czytelników, kojarząc się z doskonałymi wierszami. O jego prozie nikt u nas nie słyszał.

Cold Song

Philip Larkin

Potrzeba było dopiero Jacka Dehnela, który twórczość Larkina tłumaczy na polski współcześnie. Na szczęście nie ograniczył się tylko do wierszy, ale sięgnął też po „Zimowe królestwo” wydane w 1947 roku, a napisane przez 23-letniego Larkina właśnie. To książka potwornie niepozorna i piekielnie wciągająca jednocześnie. Opowiada historię 20-letniej Katherine Lind, która w trakcie II Wojny Światowej trafiła do Wielkiej Brytanii i próbuje tam ułożyć sobie życie, pracując jako bibliotekarka. Kompozycja książki pozwoliła autorowi na przedstawienie jej historii w dwóch perspektywach: współczesnej, rozgrywającej się w latach 40. XX wieku i historycznej – z lat 30., przedstawionej w środkowej części książki. Dzięki niej możemy poznać Katherine jako nastolatkę, dziewczynę pełną nadziei i z optymizmem patrzącą w przyszłość, żyjącą złudzeniami. Pierwsza i trzecia część powieści, opowiadające o jednym dniu z życia Katherine w latach 40., skutecznie te złudzenia rozwiewają.

To właśnie stracone złudzenia determinują postawę bohaterki. Mając w pamięci jej dziewczęce wyobrażenia o świecie, marzenia o wielkim romansie i ciekawym życiu, szybko orientujemy się, że tak naprawdę nie wyszło z tego nic. Romans z kolegą z Anglii, Robinem, okazał się mrzonką, praca w obcym kraju to pasmo udręk, do tego doskwiera brak przyjaciół i jakichkolwiek perspektyw na poprawę losu. Wymuszone przez wojnę przejście z dzieciństwa w dorosłość jest bolesne, boli każda brutalna konfrontacja marzeń i rzeczywistości. Larkinowi udało się to pokazać szczególnie przekonująco dzięki wspomnianemu zabiegowi kompozycyjnemu – książkę zamykają i otwierają rozdziały, w których wojna jest codziennością, a wspomnienia z wakacji z części środkowej są tylko chwilową odskocznią od dramatów dnia codziennego.

The Hounds of Winter

Kluczem do zrozumienia powieści jest uświadomienie sobie, kim tak naprawdę jest Katherine i dlaczego znalazła się w Wielkiej Brytanii. Choć nigdzie nie jest to powiedziane wprost, to można domniemywać, że bohaterka jest niemiecką Żydówką, która została zmuszona do wyjazdu z kraju ze względu na swoje pochodzenie. W Wielkiej Brytanii szuka nie tylko schronienia, ale próbuje też od nowa poskładać swoje życie. Wśród obcych ludzi, w obcych miejscach. Cierpi na typowe emigranckie rozterki i zmaga się z typowymi dla emigrantów problemami. Brytyjczycy w trakcie wojny niechętnie patrzyli na przedstawicieli innych nacji, niezależnie od tego czy byli ich sojusznikami, czy nie. Każdy przejaw obcości – inny akcent, inne zwyczaje, inne kompetencje kulturowe, powodowały jeśli nie agresję, to przynajmniej niechęć.

Życie emigranta nie należało nigdy do łatwych. Sytuacji Katherine nie ułatwia też wszechobecna szarzyzna i bieda – Wielka Brytania, choć nie dotknięta frontem jako takim, wiele wycierpiała podczas nalotów i bombardowań niemieckiego lotnictwa. Brytyjska zima jest tego doskonałym odzwierciedleniem. Wcale nie sielska, ze śnieżnobiałym śniegiem i dziećmi rzucającymi się śnieżkami. Zima jest brudna, zimna i przytłaczająca, po prostu nieprzyjemna. Trudno w takich okolicznościach o optymizm, zwłaszcza jeśli ma się w perspektywie kolejne bombardowania i walkę o życie.

Now Winter Comes Slowly

Niepodobna określić, czy taki był zamysł autora, ale właśnie dzięki uczynieniu główną bohaterką emigrantki, powieść zaskakująco dobrze broni się i dziś, 70 lat po premierze. Zapewne nikt nie był w stanie przewidzieć szalejącego obecnie kryzysu uchodźczego i problemów, z jakimi zderzy się dzisiejszy świat. Nie zmienia to faktu, że to, co było na czasie wtedy, jest zaskakująco aktualne również i dziś. Czytając historię Katherine, równie dobrze moglibyśmy w jej miejsce podstawić którąś z historii o uchodźcach, którymi żyły niedawno media na całym świecie. Oni też mieli rodziny, plany na życie, marzenia. Chcieli być i chcieli żyć tak, jak to sobie wymyślili. Wojna to wszystko przerwała i kazała przewartościować życie, rujnując plany i wieloletni dorobek całych pokoleń. Teraz te rodziny muszą odnajdywać się w zupełnie nowej dla siebie rzeczywistości, cierpiąc nie tylko z powodu wyjazdu z własnego kraju, ale też z powodu niezrozumienia i pogardy ze strony tych, do których przyjechali.

Uchodźcza perspektywa zastosowana przez Larkina daje do myślenia. Dodatkowo wzmacnia ją też fakt, że główną postacią swojej książki uczynił kobietę. Przedstawicielkę płci teoretycznie słabszej, która w obliczu wojny musiała przejąć od mężczyzn prowadzenie tzw. „poważnego życia”. Podczas gdy panowie tracili życie na froncie, kobiety musiały pchać do przodu wózek z napisem „codzienność” – prowadziły tramwaje, zajmowały się pracą biurową, często pomagały w fabrykach. Już samo to było przytłaczające, a poczucie wyobcowania w nowym kraju musiało tylko to uczucie wzmagać.

You Only Cross My Mind In Winter

Jest jeszcze coś, co decyduje o wyjątkowości „Zimowego królestwa”. To język, jakim posługuje się Larkin. Pozornie zwyczajny, osadzony w tradycji brytyjskiej, ale jednocześnie uproszczony – trzeba mieć na względzie, że duża część dialogów to rozmowy Katherine, dla której język angielski nie jest ojczystym. Czuć też ciążenie autora ku poezji, co doskonale oddał w swoim tłumaczeniu Jacek Dehnel. Więcej, mając na uwadze, że autor miał w momencie pisania książki 23 lata, tłumacz celowo postanowił nie korygować niektórych jego błędów i małych potknięć, choć mógłby to zrobić z powodzeniem. Efekt jest naprawdę zachwycający, bo te wpadki Larkina są na tyle nieznaczące, albo na tyle interesujące, że w moim odczuciu stanowią dodatkowy atut powieści.

Widząc to wszystko, aż ciężko uwierzyć, że Philip Larkin niedługo po premierze „Zimowego królestwa” postanowił porzucić prozę i zająć się poezją, jako tą pozornie łatwiejszą działką słowa pisanego. Gdyby chciał dalej uprawiać oba gatunki, pewnie doczekalibyśmy się jeszcze niejednej pięknej powieści. Pozostaje się cieszyć tym, co mamy. I dziękować Dehnelowi, że tak świetnie przybliża polskiemu czytelnikowi dorobek Larkina.

DO SŁUCHANIA:

Sting – If on a Winter’s Night…

Zima to pora roku budząca chyba najbardziej skrajne uczucia. Dla jednych to najgorsza część roku – mroczna, zimna, zwyczajnie depresyjna. Dla innych będzie to z kolei czas zachwytu nad bielą śniegu, skrzypiącym mrozem i nastrojem świąt, które nieodłącznie się z zimą kojarzą. Dlatego propozycja do słuchania zestawiona jest tym razem na zasadzie kontrastu. Larkin twierdzi, że zima to nic dobrego, natomiast Sting zdaje się mieć zupełnie inne zdanie. Tak przynajmniej można sądzić po wydanej w 2009 roku płycie „If on a Winter’s Night…”. Choć to dość zwykły zbiór pastorałek, kolęd i piosenek nawiązujących do zimy, to w wykonaniu Stinga zyskują nowy wymiar, a jego ciepły głos ukoi nerwy niejednego słuchacza.

PS. Śródtytuły w tekście to tytuły kilku wybranych z płyty utworów.

P. Larkin, Zimowe królestwo, tłum. Jacek Dehnel, Biuro Literackie, Stronie Śląskie 2017.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *