Premiery tygodnia. Odcinek 27 – 20-26 listopada
Listopad 19, 2017
Premiery tygodnia. Odcinek 28 – 27 listopada -3 grudnia
Listopad 26, 2017

Zygmunt Miłoszewski – Jak zawsze RECENZJA

Jak świat długi i szeroki, tak artyści sztuk wszelakich lubili i lubią zabawy z czasem. Nikogo nie dziwią powieści osadzane w przeszłości czy futurystyczne filmy, w których ludzie ganiają się z robotami. Do tego zdążyliśmy przywyknąć. Nieco mniej wyeksploatowanym terytorium jest wciąż historia alternatywna. Tym bardziej ucieszyła mnie więc informacja, że to właśnie w tym kierunku poszedł Zygmunt Miłoszewski w swojej nowej książce.

Hugh Everett III

Jego „Jak zawsze” na upartego można by nawet obudować całkiem mądrze brzmiącymi teoriami naukowymi. Tak tak, casus historii alternatywnej to nie tylko mrzonki. Pewien fizyk, Hugh Everett III sformułował kwantową teorię wielu światów. Według niego, to co się dzieje w naszym świecie, ma także swoje odbicie w kilku innych światach. Dzięki temu powstać może nieskończenie wiele alternatywnych rzeczywistości. To z kolei prowadzi do tego, że teoretycznie każdy z nas jest nieśmiertelny, bo nawet po śmierci w jednym świecie, powinniśmy spokojnie żyć w innym. Jeśli ktoś z Was jest sceptycznie nastawiony do tego typu teorii, to dodam tylko, że w pewnym sensie pokłosiem tez Everetta jest Wielki Zderzacz Hadronów. To już brzmi poważniej, prawda?

Z kwantową teorią wielu światów nierozerwalnie wiąże się też tzw. „Efekt Mandeli”. O co chodzi w tym przypadku? Tutaj w oczach wielu mamy już do czynienia z pseudonauką i hochsztaplerstwem, nie zmienia to jednak faktu, że informacje o Efekcie Mandeli zataczają coraz szersze kręgi. Pewna dziennikarka uświadomiła sobie swego czasu, że od wielu lat żyła w przekonaniu iż Nelson Mandela zmarł w więzieniu w latach 80. XX wieku (w rzeczywistości zmarł w 2013 roku). Pamiętała jego pogrzeb, zamieszki w RPA i cały ciąg dalszych wydarzeń. Szybko się okazało, że takich osób jest więcej – pamiętają wydarzenia, które oficjalnie nie miały miejsca, albo miały, ale w innej rzeczywistości. Stąd wykoncypowano, że część ludności musi być poddawana regularnym zmianom rzeczywistości, w związku z czym tworzy alternatywne wersje wydarzeń. Prawdopodobnie to efekt jakichś zaburzeń pamięci, ale kto wie…

No dobrze, ale co ten przydługi wstęp ma wspólnego z książką Miłoszewskiego? Więcej niż może się wydawać! Cały pomysł fabularny powieści opiera się na tym, że dwójka głównych bohaterów znajduje się nagle w alternatywnej rzeczywistości. Żeby było jeszcze ciekawiej, cofnęli się w czasie do lat 60., które wyglądają zupełnie inaczej niż je zapamiętali. Ludwik i Grażyna, bo o nich mowa, to małżeństwo z 50-letnim stażem. Choć nieco już niedomagają, to oboje starają się, by ich 50. rocznica była wydarzeniem niezwykłym. Postarali się do tego stopnia, że w trakcie małżeńskiego seksu zakrzywili czasoprzestrzeń i wylądowali w Warszawie lat 60. Pobudka w nowej rzeczywistości i w młodszej o 50 lat wersji swoich ciał, to przeżycie z gatunku co najmniej dziwnych, ale jeszcze dziwniej robi się, gdy małżonkowie wychodzą z mieszkania. Polska wcale nie trwa w „bratniej przyjaźni” z ZSRR, tylko dzięki sprytowi Eugeniusza Kwiatkowskiego (budowniczy Gdyni!) wiąże się sojuszem z Francją. To rzecz jasna wywraca do góry nogami cały powojenny świat znany nam z podręczników. Sytuacji nie ułatwia na pewno również fakt, że Ludwik ciągle jest mężem swojej pierwszej żony.

Zygmunt Miłoszewski

Zaczyna się jak komedia pomyłek i w rzeczywistości nią jest. Miłoszewski odszedł od kryminałów, swojego znaku rozpoznawczego, tak daleko jak tylko się dało. W rezultacie otrzymujemy powieść „ironiczno-romantyczną” (jak reklamuje ją wydawca) i zupełnie inny zestaw wrażeń niż w przypadku prozy z prokuratorem Szackim w roli głównej. Pytanie brzmi tym razem nie „kto zabił?”, tylko „Czy Ludwik i Grażyna wykorzystają daną im szansę?” i czy będą potrafili przeżyć swoje nowe życie tak, żeby nie żałowali tego za 50 lat.

Nie mogę, rzecz jasna, zdradzić zbyt wiele z fabuły, bo zabrałbym całą przyjemność z obcowania z tytułem, ale mogę bez cienia wątpliwości napisać – Miłoszewski potrafi napisać porządną obyczajówkę! Co i rusz jesteśmy w tym utwierdzani. Trafne spostrzeżenia dotyczące zachowań obu płci przeplata historiami z Warszawy lat 60. i opisami polskiej kultury tego czasu, która dość znacznie różni się od tej, którą pamiętają nasi dziadkowie. Wszystko jest bardziej „ą” i „ę”, bardziej „fhancuskie”. Widać to nawet w języku, jakim posługują się mieszkańcy stolicy. Naleciałości rosyjskie zastąpiły francuskie i tak otrzymujemy choćby takie perełki jak „ewidamentnie” czy „iper”. Sama Warszawa też jest inna – inaczej odbudowana po wojnie, hołdująca innym wartościom. Niby to samo miasto, ale zupełnie inne.

Wydaje się, że pod pozorem lekkiej komedii podszytej romansem Miłoszewski stara się nam przekazać nieco swoich spostrzeżeń o Polsce i o nas samych. Dla każdego interesującego się współczesną polityką czytelne będą nawiązania i aluzje, w wielu politycznych przemówieniach dopatrzeć się można niemalże cytatów z wystąpień aktualnie rządzących. Okazuje się bowiem, że nawet taki prezent od historii jak uwolnienie się od ZSRR w 1947 roku, nie spowodował, że Polacy zmądrzeli. Proeuropejski prezydent Kwiatkowski musi drżeć o swoją pozycję, a w siłę rosną populiści, reprezentowani przez nikogo innego jak Gomułkę, Gierka i Jaruzelskiego. Pod przykrywką historii alternatywnej dostajemy solidnego prztyczka w nos i przestrogę, że nieważne, jak dobrze by było, Polacy i tak potrafią zawsze zrobić „lepiej”. Co prędzej czy później doprowadzi do katastrofy.

Gdzieś w tym wszystkim są Grażyna i Ludwik, zagubieni w nowej rzeczywistości i próbujący poskładać nie tylko swoje życie, ale też wiedzę o tym, co wydarzyło się w tym świecie w Polsce. Czy uda im się znowu być razem? Czy postanowią wykorzystać szansę i zacząć żyć zupełnie inaczej? Nie powiem. Powiem Wam tylko, że cholernie dobrze się to czyta. Miłoszewski potrafi pisać z polotem i w „Jak zawsze” również nam tego nie skąpi. Niejeden fan polskiego kina wzruszy się na widok rozmowy dwóch mężczyzn na ulicy, która jako żywo wyjęta jest z pewnego filmu Barei. A zapewniam Was, że to nie koniec uciech. Każdy, kto był kiedyś na targach książki na pewno (gwarantuję!) parsknie śmiechem czytając o ich edycji ’63 i roli w niej Ludwika. Czyżby odzywały się tutaj jakieś traumy autora?

Naprawdę jest aż tak dobrze, że nie ma do czego się przyczepić? Lubię się czepiać, więc coś wymyśliłem. I tak, są sytuacje, gdy wspomnianego wyżej polotu nieco brakuje. Na przykład gdy Ludwik i Grażyna próbują wywiedzieć się czegoś o otaczającym ich świecie. Ich rozmówcy często tłumaczą im wiele wydarzeń jakby tamci byli dziećmi wyjętymi prosto z przedszkola. Momentami ma to urok, ale niekiedy jest trochę zbyt topornie ciosane i grubymi nićmi szyte. Jestem jednak w stanie zrozumieć, że niektórych wątków nie dałoby się pchnąć do przodu bez szerszego nakreślenia alternatywnej historii Polski (która, notabene, jest bardzo ciekawa!).

Przyczepię się też do okładki, bo o ile dość czytelnie sugeruje, co znajdziemy w środku, to… no właśnie, sugeruje aż nazbyt czytelnie i w sposób oczywisty. W moim przekonaniu jest też zwyczajnie brzydka, no ale to podobno rzecz gustu. W tym przypadku z pewnością nie należy tytułu oceniać po okładce!

Jestem pełen uznania dla Miłoszewskiego, że porwał się na taką powieść. „Jak zawsze” to naprawdę solidna i zabawna obyczajówka, niepozbawiona rzecz jasna wad, ale pokazująca, że autor ma potencjał by stać się kimś więcej niż „tym kolesiem od kryminałów”. Ciągle jest głodny nowych wyzwań. Mógłby przecież złamać dane słowo i trzasnąć kolejny tom Szackiego. Kasa by się zgadzała, książka pewnie byłaby dobra. Tym bardziej szacunek, że powstało „Jak zawsze”.

DO SŁUCHANIA:

Claude François – Comme d’habitude

Kolejnym ze smaczków przewijających się w książce jest utwór „My Way” Franka Sinatry, śpiewany w narzeczu nadsekwańskim. Pojawia się w kilku momentach, raz wywołując śmiech, raz prowadząc do katastrofy, ale jedno jest pewne – nie uciekniemy od niego. Dlatego od razu po skończonej lekturze odnalazłem ten utwór i prezentuję go Wam. Warto nastawić podczas czytania i zobaczyć, jak mógł się czuć Ludwik, gdy słuchał go w samochodzie w czasie śnieżycy. No a poza wszystkim, to naprawdę całkiem niezły cover!

Z. Miłoszewski, Jak zawsze, Wydawnictwo WAB, Warszawa 2017.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *