Marlon James – Księga nocnych kobiet RECENZJA
Listopad 30, 2017

Olga Gitkiewicz – „Nie hańbi” RECENZJA

A może by tak rzucić w diabły tę pracę w korpo, pojechać w Bieszczady i wieść spokojny żywot człowieka poczciwego? Trudno znaleźć dziś pracownika dużej korporacji, który nie miewałby takich myśli. Olga Gitkiewicz, autorka „Nie hańbi”, zamieniła myśli w czyny i rzuciła pracę. Ale zamiast w Bieszczady pojechała do Żyrardowa, pisać reportaż.

Olga Gitkiewicz, fot. Filip Skrońc/Dowody na istnienie

To tam mocne korzenie ma jej rodzina i to tam rodził się „polski robotnik” na przełomie XIX i XX wieku. To też przykład miasta robotniczego, zbudowanego właściwie od zera wokół powstających zakładów pracy. Ściągający tam z całego regionu pracownicy w obliczu pracy i warunków mieszkaniowych stawali się równi. Równi w biedzie, bo często bytowali na granicy nędzy. Mimo to Żyrardów stale się rozrastał, a kolejne pokolenia robotników zasilały szeregi fabryk. Aż do upadku komunizmu w 1989 r. miasto rozwijało się dynamicznie.

Nowa epoka to nie tylko zmierzch tradycyjnie rozumianego robotnika i degradacja miast robotniczych w typie Żyrardowa, ale też powstawanie zupełnie nowej pracy. Pracy dla międzynarodowych korporacji, w garniturach i zapiętych pod szyję kołnierzykach. Pracy wymagającej i wyczerpującej w inny sposób niż harówka przy linii produkcyjnej. Okazuje się jednak, że pracownik początku XX wieku nie różni się wcale tak bardzo od pracownika początku XXI wieku.

Zaskakująca konstatacja stojąca za książką „Nie hańbi” zaskakuje coraz mniej wraz z każdą przeczytaną stroną. Gitkiewicz, która wróciwszy w rodzinne strony opisuje powstanie i upadek Żyrardowa, pokazuje problemy z jakimi zmagają się robotnicy naszych czasów. Słabo opłacani, poniewierani, poniżani, upchnięci w bezduszne open-space’y, tylko pozornie znajdują się wyżej w drabince społecznej od swoich przodków.

Narracja u Gitkiewicz przebiega dwutorowo. Historie z Żyrardowa przeplata współczesnymi relacjami i satyrycznymi poradami dla „korposzczurów” zamieszczanymi w „Głosie Mordoru” – piśmie skierowanym do pracowników korporacji właśnie. Choć zmieniły się warunki życia, cały świat zaliczył niebagatelny postęp, to wiele z tych historii ma wspólny mianownik – brak szacunku dla pracy i pracownika. Uzupełnieniem rozdziałów o pracy jest rozdział o bezrobociu. Autorka odwiedziła Szydłowiec – miasto, które może się pochwalić niechlubnym rekordem zarejestrowanych bezrobotnych. Tak jak w przypadku pracowników korpo złudny jest ich status, tak tutaj pozorne jest bezrobocie, a Gitkiewicz umiejętnie odkrywa prawdę kryjącą się w zakamarkach szydłowieckiego Urzędu Pracy.

Na papierze to wszystko brzmi dobrze i tak też się lektura książki Gitkiewicz zaczyna. Potem nie zawsze jest tak różowo. Aż chciałoby się powiedzieć, że lektura „Nie hańbi” przypomina sytuację wielu osób w pracy. Obiecujące początki, niezłe perspektywy, które stopniowo przechodzą w mniejsze i większe rozczarowania, oczekiwanie na jakąś zmianę. Nie jestem do końca pewien, skąd się to bierze. W warstwie czysto literackiej nie można Gitkiewicz nic zarzucić – pisze sprawnie i przyjemnie dla oka. Jednak nie poczułem się po tym reportażu wzburzony, poruszony ani zaintrygowany. Historie z XXI wieku to w pewnym sensie smutna codzienność mojego pokolenia, ale historie z Żyrardowa też nie porażają tak jak powinny. Być może autorka „liznęła” je zbyt pobieżnie? Wiele wątków wydaje się tylko lekko zarysowanych i porzuconych, na co uwagę zwracał chociażby Rafał Hetman z czytamrecenzuję.pl i nie sposób się z nim nie zgodzić. Czegoś tutaj brakuje, żeby tekst wybrzmiał w pełni.

Najważniejszy wniosek z lektury? Praca może zabijać i niejednokrotnie to robi. Niezależnie do tego czy jest to ciężka praca fizyczna czy pozornie spokojna praca za biurkiem. Jedna może wykańczać fizycznie, druga psychicznie. Dlatego zawsze powinno się pamiętać o odpowiednim balansie. Bo choć zrobiliśmy na rynku pracy olbrzymi postęp cywilizacyjny, zlikwidowaliśmy wiele patologii, to jednocześnie pozwoliliśmy na powstawanie nowych, z którymi musimy mierzyć się tu i teraz.  Być może za sto lat ktoś napisze reportaż o pracy w 2115 roku, w którym za punkt odniesienia posłuży mu nasza teraźniejszość. Wizja kusząca i niepokojąca jednocześnie.

Choć temat ważny i chwytliwy, a sama książka dobrze wpisuje się w dyskusję o polskim rynku pracy i wyborach politycznych Polaków(powinno się ją czytać w parze z najnowszą publikacją Rafała Wosia), to pozostał we mnie pewien niedosyt. Możliwe, że oczekiwałem zbyt dużo. Jakiegoś nowego przewrotu kopernikańskiego, nowych dokumentów, odkryć. Zamiast tego otrzymałem książkę bardzo solidną i rzetelną, ale mało porywającą i pozostawiającą czytelnika z niedosytem. Nie zmienia to faktu, że warto ją znać.

DO SŁUCHANIA:

Sleaford Mods – English Tapas

Sleafor Mods to bardzo ciekawy zespół, o którym pewnie mało kto  w Polsce słyszał. Określany mianem postpunku, tak naprawdę wymyka się łatwym klasyfikacjom. Znajdziecie w nim i gitary i automat perkusyjny, punkowe krzyki i coś na kształt rapu. Na pewno nie jest to coś, co wcześniej słyszałem – natrafiłem na ich muzykę poszukując tematu muzycznego do zilustrowania problemów współczesnych pracowników.

Sleaford Mods o ich problemach mówi głośno, ba, wręcz krzyczy, ocierając się często o przesadę i nadekspresję. Pytanie, na ile jest to szczere i wynikające z potrzeby serca, a na ile z kalkulacji, że warto by było stworzyć jakiś nowy odłam punku. Jedno jest pewne – w Wielkiej Brytanii nie ma chyba obecnie drugiego zespołu tak ubóstwianego wśród klasy robotniczej, a puby podczas koncertów pękają w szwach. Panowie, może pora na koncert w Żyrardowie?


O. Gitkiewicz, Nie hańbi, Dowody na istnienie, Warszawa 2017.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *