5 ciekawych filmów o książkach
Marzec 16, 2018
Małgorzata Szejnert – Wyspa węży [RECENZJA]
Marzec 31, 2018

Paul Auster – 4 3 2 1 [RECENZJA]

Czy gdybyśmy mogli przeżyć nasze życie jeszcze raz, to przeżylibyśmy je inaczej? Czy może jednak o wszystkim decydują przypadek i niemożliwe do przewidzenia zdarzenia? W zabawę “co by było gdyby” postanowił zabawić się Paul Auster.

“4 3 2 1” to cztery warianty historii jednego człowieka. W każdym z nich główny bohater, Archie Ferguson, urodził się 3 marca 1947 roku. Później historie rozjeżdżają się w różnych kierunkach – w zależności od tego, jakie sytuacje losowe spotkają bohaterów, jakie podejmą decyzje i jak zareagują na nie inni. To, czego możemy być pewni, to wydarzenia historyczne, porządkujące narrację i nadające każdej z historii wyraziste punkty graniczne. Pewni możemy być też tego, że na drodze Archiego prędzej czy później stanie Amy, która wydaje się być jego przeznaczeniem – osobą ważną niezależnie od konfiguracji fabularnej. Poza tym różni się wszystko. Inaczej toczą się losy rodziców Archiego, on sam inaczej kieruje swoim życiem. Podejmuje się innych prac, wchodzi w inne relacje, różnie identyfikuje swoją orientację seksualną.

Paul Auster

Ciekawe, że choć życiorysy bohatera różnią się znacząco, jego charakterystyka w każdym z przypadków mogłaby się zamknąć w kilku głównych punktach: wrażliwiec, zafascynowany sztuką i sportem, próbujący swoich sił za klawiaturą – czy jako dziennikarz, czy jako pisarz. To zdaje się świadczyć o tym, że choć teoretycznie mamy do czynienia z czterema niezależnymi powieściami, w praktyce okazują się one w jakiś sposób komplementarne.

Nie byłoby Archiego, gdyby nie epoka, w której przyszło mu żyć i której wydarzenia nadają rytm poszczególnym opowieściom. Szalone lata 60., jedna z najbardziej kolorowych dekad w nowożytnej historii świata, odcisnęła na naszym bohaterze niebagatelne piętno. Lato miłości 1967, wojna w Wietnamie, John Kennedy,Martin Luther King czy kolejne wybory prezydenckie – wszystko to się przewija i wszystko to znacząco oddziałuje. Każde z tych wydarzeń, każde związane z nimi wspomnienie w jakiś sposób wpływa na wybory i postawy Archiego i jego bliskich. Raz są dla nich bardziej istotne, a raz mniej, ale zawsze gdzieś się pojawiają i zostawiają swój ślad w życiorysach każdej z osób.

W tej misternie tkanej opowieści nigdy nie wiadomo czego się można spodziewać. Gdy wydaje się nam, że cokolwiek już rozgryźliśmy system Austera, że będziemy w stanie jakoś przewidzieć co dalej stanie się z każdym Archiem, autor robi woltę, która wywraca nasze przypuszczenia i każe im zrobić salto. To jego sposób na to, by powiedzieć nam rzecz w sumie oczywistą, a jednak mimo to przez wielu zbywaną wzruszeniem ramion. Nieważne, jak dobrze i skrupulatnie zaplanujemy sobie przyszłość, nieważne, iloma ważnymi spotkaniami zapełnimy kalendarz. Nawet najlepsze plany, życiowa mądrość i rozwaga, nie uchronią nas przed tym co nieuchronne – przypadkowością. To ona w ostatecznym rozrachunku ma decydujący głos w sprawie naszego być albo nie być.

Ponieważ Auster to pisarz nie byle jaki, ale Autor przez wielkie “A”, to wie, jak uwagę czytelnika przyciągnąć i jak go nie znudzić, mimo że opowiada o krótkich dość żywotach Archiego na ponad 800 stronach. Jednym z moich ulubionych sposobów Austera jest wykorzystanie w powieści literackiego talentu bohatera. W kilku miejscach natknąć się możemy na jego pisarskie próbki, a nawet porównać, jak pisze w swoich różnych wcieleniach. Szczególnie w pamięć zapadła mi opowieść o inteligentnych butach, rozmawiających ze sobą w języku bute. Doprawdy, choć samo opowiadanie ma dość ponury wydźwięk, to jednak dawno już nie bawiłem się tak dobrze, jak podczas tej lektury. Przerywnik, którego się nie spodziewałem, a który sprawił mi mnóstwo przyjemności. Podobnie zresztą jak i cała powieść, a z pewnością duża w tym również zasługa tłumaczki, Marii Makuch. Wykonała ona swoją pracę na tyle sprawnie, że nie czuje się, że to przekład. Pięknie zachowała rozpoznawalny styl Austera, a każdej z historii nadała dodatkowo indywidualny sznyt. Piękna robota!

Paula Austera podziwiam odkąd przeczytałem jedną z jego poprzednich powieści. “Trylogia nowojorska” to dla mnie jedna z najważniejszych książek ostatnich 10 lat. Do tej pory zachwycam się jej mądrością i przenikliwością, ale jednocześnie nutką szaleństwa, której nie da się nie zauważyć. Tam też Auster w pewien sposób testował koncept wykorzystany teraz przy “4 3 2 1”, czyli trzy odrębne historie, które finalnie tworzą zwartą całość.

Spotkałem się gdzieś z opinią, że “4 3 2 1” nie tyle porywa czytelnika, co metodycznie uwodzi. Trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Wejście w powieść zajmuje trochę czasu, trzeba dać jej szansę, aby się uleżała w głowie, a poszczególne historie wskoczyły na swoje miejsca. Wtedy już chce się tylko, żeby ta książka się nie kończyła. Z powolnym wchodzeniem w powieść wiąże się też jednak jedyny zauważalny dla mnie minus książki. Gdy się odłoży lekturę na przykład na dzień czy dwa, jak to mi się zdarzało, czasem trudno jest z powrotem szybko zorientować się co, kto, gdzie i jak. Poszczególne historie mogą się trochę na siebie nakładać i trzeba znowu dłuższej chwili, żeby wrócić do odpowiedniego rytmu.

Niech to nie przesłoni nam jednak najważniejszej konkluzji z lektury najnowszej powieści Austera. Amerykański mistrz słowa znowu czaruje i znowu napisał powieść, która zostanie na długo zapamiętana. Nie tylko dlatego, że zgarnęła nominację do Man Booker Prize 2017. To po prostu wspaniałe, monumentalne dzieło, które uświadamia nam kruchość ludzkiego losu i pokazuje, jak małe i duże przypadki mogą determinować czyjeś życie.

DO SŁUCHANIA:

M8N-ULSSS

Do wyjątkowej i nowatorskiej powieści chciałbym Wam zaproponować równie wyjątkowe przedsięwzięcie muzyczne. Jego autor, Miron Grzegorkiewicz to nietuzinkowa postać. Próbował swoich sił w graniu klezmerskiego jazzu, folkowej elektroniki czy alternatywnego popu, a kolejnym jego wcieleniem jest projekt M8N.

Na pierwszej płycie pod tym szyldem, zatytułowanej “ULSSS” odważnie nawiązuje do Jamesa Joyce’a i jego opus magnum, “Ulissesa”. Precyzyjnie rzecz ujmując, nawiązuje do przedstawionej tam przez Joyce’a teorii, że jednocześnie wokół nas ściera się kilka równoległych rzeczywistości, a wydarzenia każdej z nich dzieją się obok nas niezauważone. Zbyt jesteśmy pochłonięci swoimi sprawami.

Równie ciekawie, co warstwa fabularna wydawnictwa, przedstawia się sposób jego dystrybucji. 8 utworów udostępnianych słuchaczom w miesięcznych odstępach miało zapobiec narzucaniu konkretnego sposobu odbioru i zachęcać do podążania własną ścieżką w odkrywaniu tych dźwięków. Czy się udało? Sprawdźcie.

P. Auster, 4 3 2 1, Wydawnictwo Znak, Kraków 2018.

2 Komentarze

  1. Miron Grzegorkiewicz napisał(a):

    Pawle, bardzo dziękuję za Twój wpis (∩`-´)⊃━☆゚.*・。゚

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *