To seria mojego serca – Mariusz Szczygieł opowiada o “Stehliku” [WYWIAD]
Kwiecień 13, 2018
Magdalena Grzebałkowska – Komeda. Osobiste życie jazzu [RECENZJA]
Kwiecień 26, 2018

Makis Tsitas – Bóg mi świadkiem [RECENZJA]

W pierwszych miesiącach 2010 roku greckie banki odmówiły współpracy z klientami, bankomaty świeciły pustkami, a media na całym świecie ogłaszały początek kryzysu gospodarczego w kraju. Pewnie niewielu zdawało sobie sprawę, jakie długofalowe skutki przyniesie ten czas, ani jak wpłynie na życie Greków. Nie przeczuwał też tego bohater książki Makisa Tsitasa, Chrysowalantis.

Znalazł się on w samym oku cyklonu, będąc jedną z ofiar rozkręcającego się kryzysu. W jego efekcie traci pracę i znajduje się w dość beznadziejnej sytuacji. Nie tylko przez brak zajęcia (bo nie jest w tym dramacie sam), ale chyba głównie przez to, jaki jest. A jest do bólu charakterystyczny i z pewnością każdy czytelnik Tsitasa dobrze go zapamięta. Dawno nie miałem do czynienia z bohaterem tak irytującym!

Makis Tsitas, fot. Książkowe Klimaty

Chrysowalantis dostał od autora tę książkę na wyłączność. Jest jej głównym bohaterem i narratorem, więc cała powieść jest tak naprawdę jednym wielkim monologiem sfrustrowanego człowieka, któremu nic się w życiu nie udaje. Stracił pracę, do której był patologicznie przywiązany, nie potrafi się odnaleźć we współczesnym świecie, jest otyły, antypatyczny, schorowany. Jakby tego było mało, jest naprawdę okropnym mizoginem. Jego “kryzysowe” życie toczy się w zasadzie pomiędzy konfesjonałem a burdelem. Te dwa skrajnie różne miejsca wyznaczają jego rytm życia, nadają mu jakikolwiek sens. Do burdelu chodzi nałogowo od wielu lat, próbując wyleczyć się tam z kompleksów, poczuć się kochanym i docenianym przez kobiety. Choć pozornie nimi gardzi, to faktycznie ma do nich dużo bardziej złożony stosunek. Do konfesjonału biegnie natomiast, żeby znaleźć ukojenie dla duszy. Nie widzi sprzeczności w tym co robi, uważa, że jest to rozsądne. Dorzućmy do tego ksenofobiczną niechęć do innych nacji, wyrażaną na niemal każdej stronie książki, a otrzymamy pełny obraz bohatera.

Poświęcenie mu dużego akapitu nie jest tak przesadzone, jak to się może na pierwszy rzut oka wydawać. Choć Tsitas próbuje nakreślić nieco szerszy obraz sytuacji, zbudować tło dla historii i umotywować niektóre działania Chrysowalantisa czynnikami zewnętrznymi, to “Bóg mi świadkiem” jest do bólu chrysowalantiso-centryczne. Nawet takie smaczki, jak opisy problemów Grecji, czy to gospodarczych, czy społecznych, przefiltrowane są przez jego, bardzo jednak skrzywiony, punkt widzenia. Fakt, że dzięki temu możemy zobaczyć Grecję, jakiej próżno szukać w katalogach biur podróży.

Wydaje się jednak, że postawienie przez autora wszystkiego na jedną kartę, tj. bohatera, to trochę droga donikąd. Jego monolog po pewnym czasie robi się męczący, a czytelnik coraz rzadziej daje się zaskoczyć kolejnymi wydarzeniami. W swoim jęczeniu na wszystko Chrysowalantis staje się przewidywalny i irytujący. W konsekwencji podobne uczucia zaczyna się żywić w stosunku do książki. Myślę, że nie jest to rozwiązanie przypadkowe, a intencją autora było sprowokowanie czytelników do interakcji, do wejścia z książką w dyskusję – jesteśmy do tego nieustannie popychani.

Co nie znaczy, że takową dyskusję udaje mu się wzniecić. Teoretycznie ma ku temu wszelkie powody – kryzysową Grecję, bardzo charakterystycznego bohatera i jego niecodzienne przemyślenia, wszystko to osadzone w ciekawym społecznym tle. A mimo to “Bóg mi świadkiem” nie porusza tak, jak powinien. Być może to wynik zebrania zbyt wielu tematów na tak małej przestrzeni, być może czegoś innego. Niemniej, we mnie nie wzbudziła potrzeby głębszej refleksji na temat Grecji i jej społeczeństwa – skupienie się na jednym, antypatycznym bohaterze odniosło tutaj chyba skutek odwrotny do zamierzonego. Nie dowiedziałem się też niczego nowego, Tsakis nie otworzył mi oczu na żaden problem. Książka jest ciekawa, zwłaszcza jeśli przyzwyczaimy się do Chrysowalantisa, ale w żadnym momencie nie porywa. Czuję tu zmarnowany potencjał, żeby szerzej pokazać czytelnikom, na czym tak naprawdę polegał kryzys grecki i jakie miał skutki – zwłaszcza te dalekosiężne.

“Bóg mi świadkiem” raczej nikogo nie pozostawi obojętnym. To ten rodzaj literatury, który albo szybko się polubi, albo do którego szybko się zniechęci. Mimo niewykorzystanego potencjału jest w tym tytule kilka momentów, które zapadną w pamięć. Wydaje się jednak, że Tsitasowi chodziło o coś więcej i nie bardzo wiedział, jak tę dodatkową iskrę wykrzesać. Warto jednak sprawdzić tę książkę osobiście – to powieść, którą szalenie ciężko jest dobrze opisać, nie mówiąc już o zrecenzowaniu. Mimo wszystkich jej wad, czuję do niej duży sentyment.

DO SŁUCHANIA:

Filippos Pliatsikas – Prosoxi Sto Keno – Mind The Gap

To pierwsza książka z Grecji, jaką miałem sposobność przedstawić czytelnikom Przy muzyce o książkach. Postanowiłem więc, że muzycznie też odkryję zupełnie nowe dla siebie lądy i sięgnę do greckiej muzyki. W wyniku kilku dni poszukiwań i analizowania tamtejszego rynku trafiłem na Filipposa Pliatsikasa znanego z grupy Pyx Lax, próbującego od jakiegoś czasu sił w karierze solowej.

To ciekawy przykład artysty łączącego w swej twórczości rock i grecką muzykę etniczną – choć nie rozumiem ni w ząb, o czym są jego utwory, to sam sposób przekazu trafia do mnie o wiele bardziej niż proza Makisa Tsitasa. Przywodzi mi też nieco na myśl zespoły grające rocka na Bałkanach. Na pewno warto zgłębić ten temat, do czego i Was zachęcam!

M. Tsitas, Bóg mi świadkiem, Książkowe Klimaty, Wrocław 2018.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *