Premiery miesiąca – Odcinek 9. Maj
Maj 1, 2018
Nick Cave – Pieśń torby na pawia [RECENZJA]
Maj 21, 2018

Margaret Atwood – Kocie oko [RECENZJA]

Zainteresowanie twórczością Margaret Atwood nie słabnie. Miłośnicy seriali otrzymali niedawno drugi sezon “Opowieści podręcznej”, a do polskich księgarń w tym samym czasie trafiła powieść “Kocie oko”. Laureatka Nagrody Bookera zdobywa w naszym kraju kolejne przyczółki.

To nie pierwsza sposobność do zapoznania się z “Kocim okiem”, bo polski wydawca przedstawił je nadwiślańskim czytelnikom już jakiś czas temu, a premiera wersji angielskiej miała miejsce w 1988 roku. Trzeba było jednak sukcesu serialu, by ponownie zainteresować polskich czytelników prozą Atwood i zorganizować nowe wydanie.

Margaret Atwood

“Kocie oko” to powieść w pełni reprezentatywna dla twórczości Margaret Atwood. Autorka znowu skupia się na kobietach, ich problemach i dylematach, a także wewnętrznych gierkach i wzajemnych podchodach. Mamy też do czynienia z typową “atwoodowską” bohaterką – Elaine, kobietą doświadczoną przez życie, borykającą się z wyzwaniami tzw. wielkiego świata i własnymi wspomnieniami z dzieciństwa. Katalizatorem jej zachowań jest druga kobieta, pseudo przyjaciółka, od której bohaterka nie potrafi się uwolnić przez całe życie. Ich toksyczna relacja rzutuje na wiele późniejszych wydarzeń i wyborów Elaine.

Na papierze wygląda to dobrze, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę retrospektywny sposób narracji. Dobrze się też zapowiada, bo pierwsze strony wciągają czytelnika do świata Atwood jak dobry odkurzacz. Problematycznie robi się nieco dalej, gdy trzeba go w tym świecie utrzymać, bo wzbudzone na początku zainteresowanie szybko mija. Rozbudowane wspomnienia Elaine nie mają wielkiej mocy przyciągania, choć mówią o istotnych problemach. Może dlatego, że są nieco przewidywalne? Poznawszy naturę głównych postaci i podstawowe wątki powieści dość łatwo można antycypować dalsze wydarzenia i przewidzieć, w jakim kierunku podążą relacje i historie. To dość duża różnica w stosunku do chociażby “Opowieści podręcznej”, która opowiadając o konserwatywnej antyutopii wnosiła wiele nowego do dyskusji o prawach kobiet i zwyczajnie zaskakiwała rozwojem akcji.

Mieszane uczucia budzi Elaine, czyli główna bohaterka. Nieporadna jako dziecko, mająca problemy z wyrażaniem własnego zdania, nagle okazuje się osobą obdarzoną niezwykle dobrą pamięcią. Jej zdolność do katalogowania wspomnień początkowo budzi respekt, jednak stopniowo staje się też nużąca dla czytelnika. Niemal każde teraźniejsze wydarzenie jest dla niej pretekstem do wspomnień, ale taka ilość retrospekcji nie ma uzasadnienia we współczesnych losach bohaterki – ciężko dopatrzeć się konkretnych związków. Do pokazania, jak traumy z dzieciństwa wpłynęły na jej dorosłe życie, spokojnie wystarczyłoby kilka historii mniej, a opowiedzianych z większą dbałością. Tymczasem prześlizgujemy się po przeszłości, trochę tak, jakbyśmy życie Elaine oglądali w trybie “przewijanie na podglądzie”.

Nie jest to bynajmniej zła książka – daleki jestem od tak kategorycznych stwierdzeń. Margaret Atwood udało się zawrzeć w niej mnóstwo mądrości i troski o kondycję dzisiejszych ludzi, ze szczególnym naciskiem na kobiety. Pokazuje też, jak cienka granica może dzielić przyjaźń od nienawiści i sprawcę od ofiary, oraz że syndrom sztokholmski występuje częściej niż nam się to może wydawać. Konkluzja autorki nie jest zbyt optymistyczna, bo w pewnym momencie “Kocie oko” przeradza się opowieść o tym, że ludzie są z natury źli i brutalni. Brutalność ta przyjmować może różne formy, w zależności od wieku ludzi i kontekstu, w jakim przyszło im funkcjonować. To na pewno coś więcej niż “proza kobieca”, jak zwykło się szufladkować prozę Atwood.

Jeśli spodobała się Wam “Opowieść podręcznej”, szukacie tytułów w podobnym klimacie i roztrząsających podobne problemy, to śmiało możecie sięgnąć po “Kocie oko”. Nie jest to tytuł tak samo świeży i zaskakujący, być może szybciej Was znudzi i rozczaruje, ale to jednak wciąż Atwood. A to gwarancja pewnego poziomu oraz perfekcyjnego stylu, który sprawia, że opisywane sytuacje co i rusz materializują się przed oczami czytelnika. Sprawdźcie.

DO SŁUCHANIA:

Król – Przewijanie na podglądzie

Gdy uświadomiłem sobie, że w “Kocim oku” życie Elaine śledzimy trochę tak, jakbyś oglądali je w przyspieszeniu, na podglądzie, wiedziałem już, że za muzyczną ilustrację książki posłuży mi najnowszy krążek Błażeja Króla.

Król to niekwestionowany guru polskiej sceny niezależnej. Czego się nie dotknie, prędzej czy później zamienia to w złoto. Czy mowa o duecie UL/KR, czy o eksperymentalnej Kobiecie z wydm, czy wreszcie działalności solowej. To właśnie pod swoim nazwiskiem wydał niedawno szeroko komentowany album “Przewijanie na podglądzie”. On w przeciwieństwie do książki Atwood nie stawia jednoznacznych diagnoz, a raczej prowokuje do pytań. Wraz z autorem przechodzimy od nastrojów delikatnych, przez depresyjne po cukierkowe zaprzeczenie tego, co było przed chwilą. Album jest różnorodny i stanowi dobre urozmaicenie dla prozy Atwood – dzięki niemu naprawdę łatwiej się wracało do młodzieńczych lat Elaine i przeżywało jej dziecięce rozterki. To muzyka pop, jaką lubię. Mam nadzieję, że Król wkrótce zaskoczy nas jeszcze niejedną ożywczą płytą.

M. Atwood, Kocie oko, Wielka Litera, Warszawa 2018.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *