Jeffrey Eugenides – Nowy dowód [RECENZJA]
Czerwiec 12, 2018
Kawiarnia Literacka Off Festivalu 2018
Czerwiec 28, 2018

Olga Tokarczuk – Opowiadania bizarne [RECENZJA]

Olga Tokarczuk to jedno z najgorętszych nazwisk literackiej Europy w ostatnich miesiącach. Wszystko za sprawą Bookera dla “Biegunów”, który odbił się szerokim echem w całym środowisku. Nieco w cieniu tych wydarzeń przeszła premiera najnowszego zbioru opowiadań Olgi Tokarczuk,”Opowiadań bizarnych”.

Zbiory opowiadań znanych autorów traktuję często z dużą podejrzliwości. Nie zawsze, lecz często, okazują się bowiem “zapychaczami” zawierającymi odrzuty z różnych lat, które mają zapewnić autorowi ciągłość wydawniczą i gwarancję, że stale będzie obecny w świadomości czytelników. Wydawane pomiędzy przygotowywanymi powieściami zazwyczaj prezentują poziom daleki od oczekiwanego. Na szczęście Olga Tokarczuk nie pozwala sobie na takie podejście. Choć teksty składające się na “Opowiadania bizarne” powstawały na przestrzeni kilkunastu lat i w bardzo różnych okresach twórczości autorki, to tworzą zaskakująco spójny i przemyślany zbiór.

Olga Tokarczuk

Spójny i przemyślany, bo nawiązujący treścią i formą do XIX-wiecznych opowieści niesamowitych, którymi zasłynął chociażby taki gigant światowej literatury jak Edgar Allan Poe. Tokarczuk bardzo sprytnie i bardzo świadomie tka nić powiązań między swoimi współczesnymi tekstami, a wspomnianą klasyką. Pozwala sobie na odważne odniesienia i gry, które możemy zaobserwować już nawet w tytule. Chcąc nadać zbiorowi nowocześniejszy wymiar, zaproponowała pojęcie bizarności – stosunkowo rzadko występujące w języku polskim, ale dobrze oddające jej zamierzenia. Początkowo chciała użyć klasycznego sformułowania “niesamowite”, ale wydawało się jej zbyt anachroniczne w stosunku do zjawisk, którymi obecnie żyje świat. Stąd “bizarność”. Choć nie do końca zdefiniowana i rozpoznana, to jednak zyskująca już swoich zwolenników, do których należy podobno nawet profesor Bralczyk.

Trzeba jednak przyznać, że innowacyjnie jest w przypadku tego zbioru głównie w tytule. Zawartość okazuje się już dużo mniej rewolucyjna, co nie umniejsza jej jakości. Tokarczuk okazała się po prostu wierną fanką starych opowieści i w swoich opowiadaniach konsekwentnie rozwija wiele motywów już znanych i przerabianych. Możemy przeczytać historię powrotu zza światów, opowieść o mitologicznym niemalże pół bogu-pół człowieku, czy zahaczającą o fantastykę “bajkę o robotach”. Obok nich w zbiorze znalazło się też opowiadanie (prawdopodobnie pisane w trakcie prac nad “Księgami Jakubowymi”) o dzieciach lasu, których skóra porośnięta jest mchem.

Niektórzy krytycy zarzucają autorce, że takie podejście jest dość wtórne i nie wnosi wiele do gatunku, a teksty nie przystają do dzisiejszych realiów i aktualnej kondycji ludzkości. Może jednak Tokarczuk nie chodziło o to, żeby te teksty aż tak głęboko korespondowały z dokonaniami wielkich poprzedników? Może po prostu chciała pobawić się konwencją i przy tej okazji opowiedzieć coś o świecie dzisiejszym?

W wywiadzie udzielonym Newsweekowi tak podsumowała założenia swoich tekstów:

“Próbowałam w nich poeksperymentować z nietypowymi punktami widzenia i przyjrzeć się niepojętym zmianom zachodzącym wokół nas. Widzimy jedynie ich zarysy i odczuwamy już na własnej skórze ich bezpośrednie oddziaływanie, ale nie bardzo jeszcze wiemy, ku czemu nas prowadzą. (…) Próbuję ostrożnie dotykać przestrzeni, które wymagają nazwania. Przypomina to trochę pracę psychoanalityka, który najpierw rozpoznaje objawy, a dopiero potem nazywa chorobę i szuka narzędzi do jej leczenia.” 

Oczywiste więc, że nie są to opowieści niesamowite jakie znamy sprzed 100 lat. Inne są realia, zupełnie inne oczekiwania czytelników i chyba też nieco inny zamysł autorki. “Niesamowitość” opowiadań wydaje się być jedynie punktem wyjścia do jej rozważań o świecie i próby zmierzenia się z nowymi zjawiskami i problemami, przed jakimi staje ludzkość. Stąd nowa, nie wprost nawiązująca nazwa, ale jednak pozwalająca szybko połączyć kropki zależności między tym, co kiedyś, a tym co dzisiaj. 

Czym więc “Opowiadania bizarne” są na pewno? Po zdarciu z nich otoczki “bizarności” otrzymujemy spójne i konsekwentne rozważania o ludzkiej samotności, zagubieniu w rzeczywistości i próbach radzenia sobie z tym. Już samo to powoduje, że nie powinniśmy przejść obojętnie obok tej książki. W połączeniu z wyjątkowym stylem Tokarczuk dostajemy jedną z najważniejszych pozycji literackich w tym roku w Polsce.

Założyć się też mogę, że omawiane przez autorkę zagadnienia dotyczą znacznej części świata, a zwłaszcza jego tzw. rozwiniętej części. Dlatego podobnie jak inne utwory Tokarczuk, “Opowiadania bizarne” powinny znaleźć swoich odbiorców także w wielu innych krajach. Czyżby przyszedł w końcu czas na Nobla?

DO SŁUCHANIA

The Moody Blues – On The Threshold of a Dream

Rozpoczęcie przygody z winylami sprawiło, że na dobre wsiąkłem w Allegro i różnego rodzaju aukcje z retro płytami. Tą drogą trafiła do mnie jedna z pierwszych płyt (wydana w 1969 roku) kultowego w pewnych kręgach zespołu The Moody Blues “On The Threshold of a Dream”. I do książki Tokarczuk pasuje jak mało co!

Zespół The Moody Blues postawił w tym przypadku na formułę koncept albumu opartego na motywie snu, odwołując się miejscami nawet do “Tako rzecze Zaratustra” w muzycznym opracowaniu Richarda Straussa. Nie jest to najlepsza płyta w dorobku grupy, to jasne. Ale jak się okazało po kilkukrotnym przesłuchaniu winylowej wersji mono, muzycy stworzyli niesamowity klimat, oniryczną otoczkę przyozdabiając ciekawymi kompozycjami. Słowem kluczowym jest tu “ciekawe”. Bo każdy z utworów na płycie ma coś w sobie, ale żaden nie jest też na tyle dobry, by zaistnieć samodzielnie w świadomości słuchacza. I dopiero płyta słuchana w całości, od deski do deski, najlepiej na słuchawkach, pokazuje swoją pełną moc. Zdecydowanie wrzućcie to na warsztat, jeśli jeszcze nie znacie! Poniżej spory fragment na zachętę.

O. Tokarczuk, Opowiadania bizarne, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.

 

1 Komentarz

  1. kpr napisał(a):

    mój pierwszy kontakt z tokarczuk i sporych rozmiarów rozczarowanie. książka to zbiór swego rodzaju winietek, często okraszonych krótkim, akapitowym twistem, który odwraca całą opowieść do góry nogami. wbrew obietnicy jaką niesie tytuł, opowiadania nie są ani niesamowite, ani przerażające, ani zachwycające. po kolei:
    pasażer – meh.
    zielone dzieci – w porządku.
    przetwory – rozumiem stylizację, ale paskudny język.
    szwy – załamująca się rzeczywistość na przykładzie prozaicznych rzeczy. całkiem ciekawe, ale znów nic wielkiego.
    wizyta – pojedyncza idea socjologiczna w świecie przyszłości z przewidywalnym twistem. może być.
    prawdziwa historia – opowieść o osaczeniu. nastrój i przemyślenia spacerującego protagonisty przed wypadkiem to chyba najlepsze fragmenty całego zbioru.
    serce – kompletnie puste. o niczym.
    transfugium – opowieść o depresji i izolacji w futurystycznym sztafażu. też nic specjalnego.
    góra wszystkich świętych – jedno z dwóch najdłuższych utworów. niby o religii, niby o klonowaniu, ale niewiele z tego wszystkiego wynika.
    kalendarz ludzkich świąt – drugie z najdłuższych i chyba najlepsze. sprawia wrażenie kompletnego. znów o religii i analogie tutaj są oczywiste.
    generalnie to wszystko już gdzieś było. co samo w sobie nie jest wadą, ale niewiele tutaj rzeczy, które zapadną w pamięć. ale rozumiem, że mainstreamowcom, którzy nie są obyci z szeroko rozumianym speculative fiction może się podobać. i to być może największa zaleta tej książki – zaproponowanie takim odbiorcom czegoś dla nich nieznanego.
    5 albo 6 na 10.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *